Stranger Things: Sezon 1 (2016) - Recenzja


Fabuła: Dziwne rzeczy dzieją się w Hawkins w stanie Indiana - znika młody chłopak, a pojawia się dziewczynka o niesamowitych mocach.

Opinia: W końcu postanowiłem rozpocząć ten słynny netflixowy serial, by zobaczyć, na czym polega jego fenomen. I póki co, na razie przemaglowany zostanie jedynie sezon pierwszy, gdyż serial mnie jakoś nie porwał. A już napewno nie w takim stopniu, jak "Dark", który był dla mnie kinem absolutnym. Czy po kolejnych sezonach będę mógł podobnie określić "Stranger Things"? Cytując klasyka ~ Czas pokaże. Dzisiaj jednak niech zajmę się sezonem pierwszym. Mamy w nim grupę dzieciaków, którym w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął ich kumpel Will i kij jeden wie, co się z nim stało. Ale w zamian w miasteczku pojawia się ktoś nowy, a jest to pewna dziewczyna z ogoloną głową, która posiada nadnaturalne zdolności, w tym telekinezę. Sprawia ona wrażenie, jak by nigdy nie miała styczności ze światem zewnętrznym, a do tego pewna organizacja wykorzystywała ją do testów. W dodatku w grę wchodzi teoria o innym wymiarze oraz nawet dostajemy konfrontację z dziwadłem pochodzącym z tamtego wymiaru określanym jako demogorgon. Pierwszy sezon, mimo że mnie nie porwał, to jednak uważam, że wypadł całkiem fajnie. Bohaterowie są dobrze napisani oraz nie są zero-jedynkowi. Przykładowo jeden z nich, Steve, dostaje po gębie od brata zaginionego Willa za swoją bezczelność i w wielu podobnych produkcjach taki upokorzony ktoś planował by się odegrać, ale nie tutaj, gdyż do Steva dociera jego kretyńskie zachowanie i postanawia przejść na dobrą stronę barykady. W innego bohatera wciela aktor znany z pierwszej części "To", gdzie grał Richiego Toziera. Fajnie go znów zobaczyć. Sam serial uważam, że jest właśnie takim połączeniem "To" z serialem "Dark". Też mamy popylającą na rowerach grupę młodych przyjaciół, która ma na pieńku ze szkolnymi łobuzami oraz też w pierwszym sezonie znika dzieciak. Z tą różnicą, że młodzieniec w "Dark" przypadkiem znalazł się w innej linii czasowej, a ten tutaj znalazł się w innym wymiarze. Mimo że średnio mnie serial nie porwał, jak oczekiwałem, że mnie porwie, to całkiem spoko mi się go oglądało. 

Moja ocena to 7/10

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi (2025) - Recenzja