American Horror Story: Czerwony przypływ (2021) - Recenzja
Fabuła: Ciężarna Doris z mężem i córką postanawiają spędzić zimę w nadmorskim miasteczku. Opinia: Długo na omówienie kolejnego AHSa czekać nie musicie, gdyż powracam do was z kolejnym sezonem. Tym razem mamy dla was "Podwójny seans", czyli sezon składający się z dwóch różnych historyjek, które zrecenzuję osobno, podobnie jak to zrobiłem z netfixowym "Naprawdę straszne historie" - dwie historie, dwie recenzje. W pierwszej kolejności mamy historyjkę zatytułowaną "Red Tide", czy jak kto woli w języku polskim "Czerwony przypływ", który obejmuje odcinki 1-6. Opowiada ona losy rodziny, która przeprowadza się do nadmorskiego miasteczka. Głowa rodziny, Harry, jest scenarzystą przeżywającym kryzys twórczy, a na dodatek jego żona z córką zostają napadnięte przez okolicznego dziwoląga. Ale policja to olewa, przekonując, że na dzielnica ta jest bezpieczna. Harry pewnego wieczoru poznaje tajemniczych ludzi, którzy zapodają mu remedium...