God of Frogs (2026) - recenzja
Fabuła: Głęboko w sercu dżungli żyje żywiołak, wiecznie głodny. Raz na ćwierć wieku pojawia się, by się pożywić. Opinia: Pewnie się zastanawiacie, co ja za dziwactwo wykopałem tym razem. Oj nie chcecie wiedzieć, bo jest to jeden z tych filmów, który lepiej zignorować i udawać, że nie istnieje. A ja natomiast obejrzałem to, abyście wy nie musieli tego robić, jak by się to okazało skrajnym gniotem. No i jak po wstępie można się domyślać, to też i tak jest. Zdecydowanie tytuł filmu, to najlepsze, co tą produkcję spotkało. A przechodząc do meritum, no to te horroropodobne coś składa się z czterech rozdziałów i każdy z nich opowiada inną historię z innymi bohaterami, ale w każdej z nich wspólnym mianownikiem jest właśnie tytułowy... Żabi bóg? Bóg żab? No w każdym razie czymkolwiek to jest, to jest to wielkim, brzydkim, żaboidalnym zlepkiem efektów komputerowych z odrobiną nieudolnych efektów praktycznych, który pluje halucynogenną śliną oraz ma ostry język, którym ripostuje...