Stranger Things: Sezon 4 (2022) - Recenzja
Opinia: W końcu się przeczołgałem przez ten czwarty sezon Stranger Things. I nie mówię "w końcu" bo był on zły (wręcz przeciwnie), a dlatego, że był on niesamowicie długi, gdzie to każdy odcinek to niemalże pełnometrażowy film liczący sobie grubo ponad godzinę, z czego finałowy epizod liczy sobie "skromne" dwie i pół godziny. Lekkie przegięcie. Ale to nie ujmuje temu, że sam sezon czwarty to poprostu sztosik, w którym wydarzyło się nie mało. No i co najważniejsze, w końcu pojawia się Vecna, czyli główny zły całego universum, który od pierwszych minut prezentuje się fenomenalnie, niczym Freddy Krueger, tylko różnica między nimi jest taka, że jeden rządził w koszmarach sennych, a drugi króluje w wymiarze Upside Down. I jest z nim związanych parę genialnych twistów, które szkoda, że wcześniej znałem, przez co zepsuło mi to nieco zabawę. No trudno się mówi. Poza głównym złym, dostajemy jeszcze takie rzeczy jak Jimiego Hoppera uwięzionego w rosyjskim więzieni...