Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja
Fabuła: Owdowiała kobieta próbuje znaleźć schronienie u bliskich zmarłego męża. Wkrótce członkowie rodziny zaczynają przeistaczać się w krwiożercze demony. Opinia: Martwe zło powraca w nowej, płomiennej odsłonie. Czy seria trzyma poziom i film jest tak dobry, jak poprzednie części? Cóż, po obejrzeniu tego jestem w stanie powiedzieć, że tak. Jak najbardziej dobry poziom jest trzymany, choć według mnie "Ogień" stoi pół szczebla niżej od "Przebudzenia", bo tamten film miał to coś, co czyniło go nie lada perełencją, a tutaj mamy dobrą fabułę ponownie z motywem rodzinnym, jak w poprzedniczce + demoniczne siły mają tutaj konkretny cel, przez co ich ofiary też nie są do końca przypadkowe. Oprócz tego, mamy to jak już na "Martwe zło" przystoi, niezłą siekę, gdzie to posoka leje się na prawo i lewo, a w tym ma kilka porąbanych scen. Tylko co do tych scen, to doszły mnie słuchy, że film został ocenzurowany, bo był zbyt drastyczny. I nie wiem, nie widzia...