Obsesja (2026) - recenzja
Fabuła: Chłopak używa magicznej zabawki, by zdobyć serce przyjaciółki, lecz szybko przekonuje się, że spełnione życzenia mogą mieć niebezpieczne konsekwencje.
Opinia: W dzisiejszej recenzji nieco na temat tegorocznej Obsesji reżyserii Curry'ego Barkera, gdzie to mamy przedstawioną historię młodego chłopaka, który nie potrafi za bardzo wyznać uczuć swojej przyjaciółce, więc używa magicznej zabawki za kilka dolców, życząc sobie, by kochała ona go mocniej, niż ktokolwiek inny na tym świecie. No i na efekty długo czekać nie musimy, bo tuż po tym, jak ją odwiózł do domu i wypowiedział to życzenie, to ta w jednej chwili zaczyna zachowywać się, jak by była nim zainteresowana nieco bardziej, niż wcześniej. No więc wygląda na to, że życzenie podziałało, bo w kolejnych scenach zachowują się już normalnie, jak para zakochanych. Ale już dalej okazuje się, że te życzenie podziałało aż za dobrze, bo im dalej trwa seans, tym bardziej dziewczyna zaczyna się odklejać i tym bardziej zaczyna przejawiać coraz większą obsesję na punkcie chłopaka, że aż momentami zaczyna mieć jakieś psychopatyczne jazdy. Chłopakowi z początku nie wydaje się to przeszkadzać, bo w końcu dopiął swego i w brudny, bo w brudny sposób, ale zdobył serce swojej ukochanej i jest w stanie ignorować wszelakie dziwactwa w jej wykonaniu, jak na przykład zaklejenie taśmą drzwi, by ten nie mógł wyjść z domu. A sam film natomiast prezentuje się od strony psychologicznej bardzo grubo. Bo mamy w nim ukazaną obsesję nie tylko u dziewczyny względem chłopaka, ale także chłopak też nie był do końca w porządku względem Nikki, wywołując u niej sztucznie miłość. Chociaż może być tak, że najpewniej nie wierzył do końca w działanie w tej zabawki i uznał to za bajer i w sumie chyba każdy by tak zrobił. Ale jednak wymuszanie na kimś miłości nie jest w porządku, a facet to zrobił tylko dlatego, że był fujarą i nie potrafił wyznać dziewczynie uczyć. Aktorsko film został zagrany poprostu zajebiście, zwłaszcza babeczka z postaci Nikki wycisnęła absolutnie wszystko, co można było wycisnąć i to jak na przykład się bawiła stylem wypowiedzi, gdzie to w jednej chwili gadała, jak by recytowała jakiś przedśmiertny poemat, a po sekundzie do bohatera mówi, że może poprostu zostać w domu. Brzmi to dziwacznie, jak to opisuję, ale to trzeba poprostu obejrzeć, do czego gorąco zachęcam. Jak żyję, to chyba bardziej creepy zachowującej się w horrorach kobiety nie widziałem. Sporo mocnych, zapadających w pamięci scen, po których nie będzie się dało szybko zasnąć. Curry Barker to zakichany mistrzunio i czekam na kolejne jego filmy.
Moja ocena to 8+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz