American Horror Story: Czerwony przypływ (2021) - Recenzja


Fabuła: Ciężarna Doris z mężem i córką postanawiają spędzić zimę w nadmorskim miasteczku.

Opinia: Długo na omówienie kolejnego AHSa czekać nie musicie, gdyż powracam do was z kolejnym sezonem. Tym razem mamy dla was "Podwójny seans", czyli sezon składający się z dwóch różnych historyjek, które zrecenzuję osobno, podobnie jak to zrobiłem z netfixowym "Naprawdę straszne historie" - dwie historie, dwie recenzje. W pierwszej kolejności mamy historyjkę zatytułowaną "Red Tide", czy jak kto woli w języku polskim "Czerwony przypływ", który obejmuje odcinki 1-6. Opowiada ona losy rodziny, która przeprowadza się do nadmorskiego miasteczka. Głowa rodziny, Harry, jest scenarzystą przeżywającym kryzys twórczy, a na dodatek jego żona z córką zostają napadnięte przez okolicznego dziwoląga. Ale policja to olewa, przekonując, że na dzielnica ta jest bezpieczna. Harry pewnego wieczoru poznaje tajemniczych ludzi, którzy zapodają mu remedium na jego kryzys twórczy w postaci małej, czarnej pigułki, której zażycie daje rezultat taki, że jeśli człowiek posiada talent, to pigułka sprawi, że ten talent się spotęguje i nawet najbardziej marny pisarz jak Harry zaczyna po niej pisać scenariusze wart miliony. Gorzej jednak, jeśli się w sobie nie ma żadnego talentu, to wtedy efekt zażycia piguły staje się opłakany i konsument zmienia w bezrozumnego zombie-wampira. Więc zanim weźmiesz i zażyjesz specyfik, to upewnij się, że masz w sobie talent, bo jeśli nie to łohoho. No ale nawet jeśli go masz, to bez efektów ubocznych się nie odbędzie i żeby przetrwać, trzeba spożywać krew, co przekłada się nam na kilka ciekawych scenek. Sprawy w odmienionym życiu rodziny Harry'ego zaczynają się jednak komplikować, gdy po ową rzecz sięga jego 9 letnia córka. Od tej pory zaczyna się robić grubo... I kurczę, przyznam szczerze, że kupiła mnie ta pierwsza historyka. Motyw dość nie standardowy, mimo że momentami kojarzył mi się on z filmem "MadS", który omawiałem w zeszłym roku. Fajnie, że twórcy AHSa żąglują tymi konwencjami, aby za każdym razem dać nam coś innego. To oprócz motywu dostajemy jeszcze dość gęsty klimat takiej zimnej, brudnej, zabitej dechami, nadmorskiej mieściny. Całkiem fajnie się to oglądało. Dodatkowo swój gościnny występ zaliczył Macaulay Culkin, w którym nawiązał nieco do swojej przeszłości, gdyż zagrał miejscowego ćpuna. Fajnie go widzieć po latach znowu na ekranie. Cały czas w każde święta bożonarodzeniowe ogląda się go, jako dzieciaka w "Home Alone", więc banana miałem na twarzy, jak go zobaczyłem w tym AHSie, jako dorosłego faceta. Cała ten Red Tide zresztą jest według mnie opowiedziany całkiem fajnie. Jest przede wszystkim spójny i po obejrzeniu go czuję się usatysfakcjonowany, gdyż nie czuję,.  jak by czegoś w niej brakowało. Choć zdarzyło się kilka naciąganych rzeczy. Przykładowo scenariusz, który napisał Harry miał być tak dobry, że czołowa gwiazda Hollywood aż z wrażenia chciała zagrać w nim za darmo... No bez przesady. Raczej nikt nigdzie nie zagra za darmo nawet przy najlepszym scenariuszu ever, a już zwłaszcza czołówka Hollywood. Jeszcze dodatkowo denerwowała mnie tamta dziewczynka, gdyż odkąd zaczęła zażywać pigułki, to zrobiła się bardzo mocno pyskata i wywyższała się nawet ponad własną matkę, że jaka to ona nie jest do niczego. 9 lat, a cięty język aż się z niej wylewał. Ale rolę udźwignęła bardzo dobrze. Podsumowując, to "Czerwony przypływ" uważam za całkiem udany i serial wciąż trzyma poziom, choć w odcinku wieńczącym tą historię ktoś nieźle odleciał. Choć przede mną jeszcze "Dolina Śmierci", więc zobaczymy, czy ten poziom zostanie utrzymany.

P.S. Przygotujcie się, bo zapowiadam, że czerwiec będzie iście mocno AHSowy. Oprócz pozostałych sezonów, dostaniecie jeszcze omówienia spoilerowe każdego z odcinków spin-offu "American Horror Stories".

1 część 10 sezonu dostaje ode mnie ocenę 7/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja