American Horror Story: NYC (2022) - Recenzja


Fabuła: W Nowym Jorku początku lat 80. seryjny morderca bierze na cel gejów. Niewyoutowany w pracy detektyw Patrick Read pod wpływem swojego partnera-dziennikarza zaczyna wspólnie z nim prowadzić śledztwo.

Opinia: Na kolejny dzień AHS'owego miesiąca przychodzę do was z recenzją kolejnego sezonu głównego "American Horror Story". Tym razem numerologicznie jest to sezon 11 "NYC", w którym mamy seryjnego mordercę polującego na homoseksualnych mężczyzn. I można z początku pomyśleć, że prawdopodobnie to może być jakiś homofob, który nie pała sympatią do tego typu ludzi, więc się ich pozbywa. No nic bardziej mylnego, gdyż mordercą jest jakiś turbo odklejony oszołom, który łowi gejów, aby wykorzystywać ich części ciała do stworzenia czegoś na wzór potwora Frankensteina. Więc trzeba przyznać, że twórcy nieźle popłynęli. Człowiek spodziewał się psychohomofoba, a dostał homo Frankensteina. I przyznam, że siadł mi ten pomysł, gdyż sezon 11 od chwili rozkręcenia się - aż do odcinka siódmego wszedł mi jak masło i oglądało się to całkiem nieźle, zwłaszcza że nie jestem w żaden sposób uprzedzony do mniejszości seksualnych i nawet jeśli sezon ten był momentami przesycony homoseksualizmem, to mi to nie przeszkadzało. A trochę się tego obawiałem, że może może on być głównie dla tego typu ekspozycji. Ale nie, bo fabuła zaskoczyła mnie pozytywnie. Tylko "NYC" ma według mnie jeden spory mankament. Mianowicie 2 ostatnie odcinki tego sezonu. 8 epizod był jeszcze okey, bo pomimo zakończenia linii fabularnej związanej psychopatą, ten zapowiadał jeszcze dokończenie wątku z wielkim złolasem w skórzanej masce. Ale nie, bo pozostałe epizody, czyli dwuczęściowy "Requiem" są dziwne i nawet wręcz przekombinowane. Nie wiem... Dostaliśmy jedną wielką puentę mówiąca, że gejowskie łubudubu z kim popadnie nie popłaca, bo można drogą płciową się zarazić jakimś syfem? Chyba tak można to interpretować? Jeśli tak, to według mnie ten epilog był niepotrzebny, bo był on niczym napis na paczce papierosów "palenie szkodzi zdrowiu". Ba, mało tego... Czy ten sezon próbuje umoralnić homoseksualistów, że takowe czyny po śmierci kończą się wiecznością w mękach piekielnych? Bowiem kilkoro gejów korzysta z usług wróżki, która rozkłada im tarota, a następnie wylosowują podobne karty, czyli tą przedstawiającą sąd, śmierć oraz diabła. Z jednej strony czyni to ten sezon intrygującym, lecz z drugiej uważam te elementy za lekko niepotrzebne. Po 1 każdy ma swoje sumienie + nie każdy jest chrześcijaninem i nie wierzy w pewne rzeczy, a po 2 gej nie poradzi nic na to, że urodził się gejem, nawet jeśli założy maskę i założy tradycyjną rodzinę z kobietą. Natomiast sezon ten jak dla mnie to prawidłowo skończył się na odcinku 7 i na nim też powinien się zakończyć, gdyż epilog uważam za przekombinowany oraz przy tym niepotrzebny. 

Moja ocena tego sezonu to mocne 6/10.

Karol D. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja