The Beauty (2026) - Recenzja


Fabuła: Idąc tropem kolejnych ofiar z branży modelingu, dwoje agentów FBI odkrywa katastrofalny spisek.

Opinia: W dzisiejszej recenzji co nieco na temat pierwszego sezonu nowego serialu od twórców American Horror Story. Mamy w nim wykorzystany motyw substancji, która po wstrzyknięciu zamienia ciało człowieka na najbardziej jego perfekcyjną wersję, bez względu na to, jak bardzo natura go nie urodziwym uczyniła. Jesteś skrajnie otyły? The Beauty sprawi, że ten worek smalcu przybierze sylwetkę godną Adonisa? Jesteś stary i twoje ciało pożera nowotwór? Specyfik ten odmłodzi cię o dobre kilka dekad, a po nowotworze nie pozostanie ani śladu. I tyczy się to nie tylko osób leciwych, czy otyłych, ale także osób transpłciowych, co pokazuje jedna scena, w której jeden facio po przyjęciu substancji zmienia się w kobietę. Jak dla mnie spoko, bo to tylko wyeksploatowuje temat, pokazując, co The Beauty jest w stanie zrobić z każdym człowiekiem, z każdej społeczności i z każdą dolegliwością. A same sceny przemiany są czymś poprostu ohydnym i momentami wjeżdża mocny body horror. Także w serialu dostajemy ciekawe postacie, w tym dwójkę śledczych, z czego jednego z nich można dobrze kojarzyć z AHSa, bo wciela się w niego Evan Peters. Lubię gościa. Aktor z jajem, który zawsze dobrze odegra swoją rolę. Z innych ciekawych postaci jest ziutek, który jest zabójca na zlecenie i eliminuje tych, którzy na lewo użyli sobie substancji oraz żona typa, który jest odpowiedzialny za dystrybucje specyfiku. Mianowicie jest to kobieta, która jest pogodzona ze swoim wyglądem i jest wręcz dumna z każdego rozstępu oraz każdej zmarszczki na swoim ciele. Szanuję. A gdy podstępem zostaje on jej podany, to kobieta się załamuje. Co czyni, że nie wszystkie postacie są zero-jedynkowe i dążą do bycia idealnym. A i zapomniałem wspomnąć, że w samej substancji są dwa haczyki. O jednym z nich wiemy już od początku, czyli ciało użytkownika po dwóch latach od przyjęcia specyfiku wybucha. Gdzie taki użytkownik się potem znajduje? Hehe wszędzie... Sorry, musiałem. A o drugim haczyku dowiadujemy się dopiero w ostatnim odcinku. Ale tego spoilerował już nie będę, bo polecam ten serial obejrzeć na własną rękę, jeśli się lubi body horrory. Produkcja mocno może skojarzyć się ze Substancją z domieszką "Coś za mną chodzi", gdyż można ją przyjąć nie tylko przez strzykawkę, ale także drogą płciową. Ja odnoszę wrażenie, że serial od Hulu jest metaforą motyli. Bo najpierwej mamy ich larwy, które następnie tworzą kokon i z tego kokonu wychodzi właśnie motyl. To samo tutaj z ludźmi po przyjęciu The Beauty, wokół których też tworzy się jakiś żylasty kokon, którego wychodzi nowa, lepsza wersja człowieka. Sam ten kokon mi się skojarzył z teledyskiem Marilyna Mansona do "As Sick As The Secrets Within". Tam też Manson siedział w nawet podobnie wyglądającym kokonie. Może twórcy się zainspirowali, kto wie. Podsumowując, to oto cały pierwszy sezon "The Beauty". I patrząc na to, jakim typowym  cliffhangerem zakończył się ten sezon, to raczej pewne jest, że zobaczymy także sezon drugi. Kiedy? Cholera wie, ale czekam, bo jestem ciekaw ciągu dalszego.

Moja ocena sezonu pierwszego to 7/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja