American Horror Story: Hotel (2015) - Recenzja
Fabuła: Detektyw John Lowe prowadzi śledztwo w sprawie brutalnych morderstw na terenie Los Angeles. Pewien trop doprowadza go do owianego tajemnicą hotelu Cortez.
Opinia: Kolejny sezon AHSa już za mną, tym razem postanowiłem wziąć sobie na tapetę sezon 5 o podtytule "Hotel", gdyż widziałem o nim całkiem dobre opinie. Opowiada on o wydarzeniach w tytułowym hotelu Cortez, w którym dzieją się różne upiorne rzeczy: jak nie wampiryczna hrabina (a w roli tej wspaniała Lady Gaga), która uwodzi i przemienia również w wampiryczne istoty swoich kochanków, to na dodatek po hotelu grasuje duch seryjnego mordercy oraz także sam seryjny morderca, którego motywem zbrodni jest 10 przykazań bożych. Mamy również sporo wątków, jak porwany z wesołego miasteczka syn policjanta, ktorego ten szuka po Cortezie, wątki miłosne, rządzę zemsty jednej postaci na hrabinie, napiętą relację między kobietą z obsługi hotelowej a jej synem, a na dodatek sporo tych wątków się ze sobą przeplata, tworząc spójną całość... Tego jest sporo, od wyboru do koloru, że nie da rady, aby człowiek się nudził. Dodatko sezon się wyróżnia znakomitym klimatem rodem ze Lśnienia, fajną muzyką, a do tego mamy kilka grubych twistów, jak ten z mordercą od 10 przykazań i to, kto się tym mordercą okazuje. Plus sezon ten przyprawioną sporą dawką erotyzmu, zwłaszcza ze strony naszej sensualnie prezentującej się hrabiny. Oprócz niej, z ciekawych postaci mamy jeszcze ducha Jamesa Marcha, który kocha się w morderstwach i raz do roku urządza nawet sobie Noc Diabła, na której gości duchy innych seryjnych morderców, takich jak między innymi Jeffa Dahnera, czy Johna Wayna Gacy'ego. Mamy też sporo mocnych sekwencji, jak na przykład wyskakujące z łóżka jakieś przebrzydłe stwory, a także oględziny po kolejnym miejscu makabrycznej zbrodni dokonanej przez tamtego fanatyka religijnego i widzimy między innymi zwłoki z przebitymi do biurka językami za mówienie fałszywego świadectwa przeciw bliźniego swego. Ale też nie zabrakło akcentu humorystycznego. Ot na przykład do hotelu przybywa dwójka snobów, która panoszy się i w buracki sposób odzywa się do obsługi. Zamawiają sobie na kolację jakąś sałatę i pasztet, oznajmiając przy tym, że są koneserami... Co z tym robi zdegustowany ich zachowaniem facet z obsługi? Jako pasztet serwuje im karmę dla kotów, po czym jeden ze snobów go degustuje i stwierdza, że całkiem smaczne xD. Durna scenka, a rechotałem przy niej. Dla tej bardziej spostrzegawczej części widzów jest dodatkowo kilka ukrytych smaczków, których nie będę zdradzał. Pierdoły to były, ale cieszyły. Z wad natomiast mógł bym wymienić to, że w finale sezonu zrobił się już lekki pierdolnik w kontekście tego, że przestałem się orientować, kto jest tam przemieniony w wampira, a kto jest duchem. Mogli dodać chociaż jakiś drobny element odróżniający jedno od drugiego. Ale trudno. Podsumowując, to AHS: Hotel uważam za bardzo fajny sezon, który został wykonany z klasą i z pasją. Ja świetnie się przy nim bawiłem i śmiało mogę go polecić. Amerykańce jak chcą, to potrafią.
Moja ocena to 8+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz