Apokawixa (2022) - Recenzja


Fabuła: Grupa maturzystów zmęczonych lockdownami postanawia zorganizować imprezę życia nad morzem.

Opinia: Marzec pragnę dla was rozpocząć od polskiego, pandemicznego horroru komediowego wyreżyserowanego przez syna Andrzeja Żuławskiego, w którym mamy grupę maturzystów urządzającą grubą imprezę nad Bałtykiem. I kiedy się wydaje, że nic nie jest w stanie zepsuć tej imprezy, to wparowują zombiaki i zaczyna się rozpierducha... Tylko szkoda, że w dopiero w ostatnich 30 minutach filmu, bo przez większą część tego dwugodzinnego widowiska mamy najpierw podbudowę do tej wielkiej imprezy, a w tym między innymi ogarnianie piguł, które jedna z postaci wykrada swojej siostrze, co jest w sumie zabawną sekwencją, gdy dziewoja ze swoimi minionkami zirytowani ścigają go po mieście xD. Na ekranie dostajemy też kilka znanych facjat, jak chociaż by Cezarego Pazurę w roli gliniarza, który robi przejezdnym testy covidowe i ciekawie reaguje, gdy widzi jadący na imprezę autokar wypchany ludźmi, a za nim ciągnąca się kolejka samochodów i rzuca takie "ło panie, ja nawet tylu testów covidowych nie mam, więc przejeździe już". Mamy kilka elementów wyśmiewających tą pandemię, co zawsze się będzie ceniło w filmach z jej motywem. Coś podobnego było w horrorze "Sick", w którym ta pandemia też została dobrze wyśmiana. Z innych ciekawych postaci mamy bohaterkę, w którą wcieliła się młodsza siostra Julii "bieda to stan umysłu" Wieniawy, która odgrywa rolę aktywistki klimatycznej z ostatniego pokolenia. I fajna jest z nią scena już podczas tej zombie masakry, w której ona też staje się zombie, ale zamiast pożerać ludzi, to żywi się trawą, czyli vege zombie, co jest chyba całkiem świeżym motywem. Całościowo jednak film mnie lekko rozczarował, bo myślałem że tych zombiaków będzie więcej i dostaniemy jakąś bardziej natężoną apokalipsę zombie, a dostaliśmy tyle, na ile pozwał budżet. Choć ostatnie 10 minut było akurat zarąbiste, bo przez chwilę czułem, jak bym oglądał polską wersję 28 dni później. I czemu w taki sposób nie wyglądała większa część filmu. Już by solidna 7/10 siedziała z tyłu głowy, gotowa, aby ją wpisać. A no i skąd wzięły się zombie? W morzu pływała mocno urzyźniona sinica spowodowana wylewem trujących chemikaliów. Dwóch chłystków się w tym wykąpało, co zmieniło ich w zombiaczki. Te chemikalia to już mocno generyczne akurat są, ale okey. Podsumowując, to ja przy Apokawixie bawiłem się całkiem spoko, tylko ten dłuższy czas braku zombie na ekranie czułem lekką irytację, bo heloł, w końcu to horror o zombie. Myślałem, że chociaż te ostatnie 30 minut sprawi, że od natężenia truposzy na ekranie wywali mnie z kapci, ale nie, bo dostajemy ich raptem kilka (w porównaniu do tego, ile dostajemy ich w podobnych produkcjach). Film bez większej rewelacji, ale także bez tragedii.

Moja ocena to 6-/10. 

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja