Krzyk 7 (2026) - Recenzja
Fabuła: Gdy w miasteczku pojawia się nowy Ghostface dawne koszmary Sidney Prescott powracają, a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.
Opinia: W kinach w końcu zadebiutował najnowszy Krzyk, który jeśli się nie mylę, ma być finałową częścią. Powraca w niej dobrze znana z poprzednich części Neve Campbell, jako Sidney Prescott, która poraz kolejny staje do konfrontacji z kolejną parą morderców w masce ducha, które tym razem mają na celowniku także jej córkę Tatum. Jak się bawiłem przy tym filmie? Niestety, ale średnio. Poza dwoma nieco bardziej kreatywnymi morderstwami, jak między innymi to z użyciem maszyny do napojów, nie wydarzyło się w filmie prawie niemalże nic, co by mnie porwało. Jest to ot kolejna część slashera z kultowej serii i tyle. Jedna z ciekawszych rzeczy, która mnie trzymała przy oglądaniu dalej, to oczywiście stare dobre "kto się kryje za tymi maskami i jaki ma ten ktoś motyw". Choć jednym z fajniejszych motywów było wykorzystanie przez Ghostface'a technologii AI, którą się posługiwał w kontaktowaniu się ze swoimi ofiarami używając przy tym twarzy poprzednich zamaskowanych zabójców. Szkoda tylko, że przez sporą część filmu wiało nudą. Podsumowując, to w mojej opinii siódmy Krzyk nie dowiózł i jeśli jest to ostatnia część serii, to nie wierzę, że zostało to zwieńczone w tak nijaki sposób. Szkoda, bo scena otwierająca napawała optymizmem, a zakończyło tak poprostu.
Moja ocena to 5/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz