American Horror Story: Oczekiwanie (2023) - Recenzja
Fabuła: Mimo wielu nieudanych prób zapłodnienia in vitro aktorka Anna Victoria Alcott jest zdeterminowana, by założyć rodzinę. W miarę jak narasta szum wokół jej najnowszego filmu, kobieta doświadcza sytuacji, które utwierdzają ją w przekonaniu, że coś sabotuje jej pogoń za macierzyństwem.
Opinia: Kolejnym przystankiem w naszym "AHS Month" jest na ten moment ostatni, 12 sezon oryginalnego serialu "American Horror Story", w którym poznajemy losy pewnej wschodzącej gwiazdy Hollywood, która marzy o macierzyństwie. W tym celu korzysta nawet z usług in vitro. No i pewnego dnia się udaje i test ciążowy wskazuje pozytywny wynik. Jednak od tej pory wokół Anny zaczynają dziać się dziwne wydarzenia. Jak mógł bym ten sezon opisać jednym zdaniem? "Dziecko Rosemary" w feministycznym sosie. Dokładnie tak. Gdyż ciąża, w którą zachodzi nasza bohaterka, nie jest oczekiwaniem zwyczajnych narodzin, bo w jej brzuchu siedzi mały pomiot Szatana, a wokół niej kręcą się jakieś wiekuiste wiedźmy, które żyją już od I wieku naszej ery. A swoją młodość zawdzięczają kąpielom w wodach płodowych i łożyskom, które jedzą, niczym makaron w sosie bolońskim. Motyw całkiem adekwatny, bo swój gościnny występ w "Oczekiwaniu" zaliczyła Kim Kardashian, która lata temu przyznała się do zjedzenia swojego łożyska. Co prawda w formie tabletek, ale nadal. A co do wątku feministycznego, to mamy parę mocnych scen w nim związanych. W jednej z nich Anna nagrywa rolkę na swoje social media, w których śpiewa coś w stylu "Moje ciało, mój wybór, moja sprawa. A aborcja? A chuj ci do tego. Moja sprawa." Innej mocnej sceny mającej miejsce w ostatnim odcinku nie będę zdradzał, ale tam to feminizm aż się z ekranu wylał, że aż Seksmisją zajechało. Brzmi to wszystko, jak kolejny dziwny pomysł wyjęty z dziwnej głowy Ryana Murphy'ego i dla kogoś, kto nie ma problemu z typowo lewicowymi motywami, może to brzmieć nawet ciekawie. Tylko gdyby nie to, że spora część tego sezonu jest w zwyczajnym świecie nudna i blada. Prawie nic się nie dzieje i na dodatek scenariuszowo jest poprostu w nieładzie. Oczywiście, "Delicate" ma swoje dobre momenty, o nich napisałem wyżej, sam pomysł też mnie kupił, ale efekt wyszedł taki, że twórcy chyba nie mieli pomysłu, jak by to dobrze poprowadzić, aby dało się wgryźć w historię. Ja wgryzłem, owszem, ale dopiero w dwóch ostatnich odcinkach, gdzie to już scenariuszowo zaczęło nabierać rumieńców. Kolejny sezon, które pozostawiają mieszane uczucia. Z jednej strony dostajemy ciekawy pomysł na kolejną niekonwencjonalną historię, a z drugiej opowiedziana ona zostaje w taki sposób, że siedzisz i oglądasz kolejne odcinki od niechcenia, aby mieć je za sobą. Jeżeli ktoś nie miał takiego efektu podczas oglądania tego AHSa i wszedł on komuś z lekkością, to szczerze pozazdroszczę. Też tak chcę. No mi niestety te odcinki, mimo że trwały 30-40 minut, to potrafiły się dłużyc. A szkoda. Czy polecam ten sezon? Jeśli jesteście fanami Dziecka Rosemary i nie macie nic przeciwko feminizmowi, to tak.
Moja ocena tego sezonu to 5+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz