Aladdin (2026) - recenzja
Fabuła: Kobieta natrafia na magiczną lampę i może spełnić swoje trzy życzenia. Problem polega na tym, że spełniają się one w najbardziej przerażający z możliwych sposobów. Opinia: Nie był bym chyba sobą, gdybym nie dał sobie do recenzji horroropodobnego szansu na podstawie jakiejś znanej baśni. Tym razem jednak twórcy postanowili sięgnąć łapami po Aladyna, bo w sumie czemu nie, bo jeszcze nie było, prawda? I jako że dystrybutorem jest bardzo dobrze mi już znane ITN, no to można się domyślać, z jaką jakością filmu musiałem mieć do czynienia. We filmie mamy dwie pary przyjeżdżające do domku letniskowego (wow, w końcu nie grupa przyjaciółek chętna wyprawić imprezę urodzinową), w którym znajdują antyczną... lampę? Imbryk? Sosjerkę? Lub inny dzbanek na herbatę? Który jest zamieszkały przez starożytną istotę spełniającą życzenia. I jedna z kobiet postanawia przestępstwać mit i jej życzeniem jest banał, bo milion dolarów. I następnego dnia zostaje znaleziona przez przyjaciół ...