Stranger Things: Sezon 4 (2022) - Recenzja
Opinia: W końcu się przeczołgałem przez ten czwarty sezon Stranger Things. I nie mówię "w końcu" bo był on zły (wręcz przeciwnie), a dlatego, że był on niesamowicie długi, gdzie to każdy odcinek to niemalże pełnometrażowy film liczący sobie grubo ponad godzinę, z czego finałowy epizod liczy sobie "skromne" dwie i pół godziny. Lekkie przegięcie. Ale to nie ujmuje temu, że sam sezon czwarty to poprostu sztosik, w którym wydarzyło się nie mało. No i co najważniejsze, w końcu pojawia się Vecna, czyli główny zły całego universum, który od pierwszych minut prezentuje się fenomenalnie, niczym Freddy Krueger, tylko różnica między nimi jest taka, że jeden rządził w koszmarach sennych, a drugi króluje w wymiarze Upside Down. I jest z nim związanych parę genialnych twistów, które szkoda, że wcześniej znałem, przez co zepsuło mi to nieco zabawę. No trudno się mówi. Poza głównym złym, dostajemy jeszcze takie rzeczy jak Jimiego Hoppera uwięzionego w rosyjskim więzieniu na Alasce, w którym przeżywa piekło. Jak się tam znalazł? Kacapy go dorwały, gdy ten znajdował się w rosyjskiej bazie znajdującej się pod Hawkins. To on był tym amerykańcem, o którym usłyszeliśmy w napisach końcowych trzeciego sezonu. Marny był tam jego los, ale na ratunek przybyli mu pan łysy orzeł (pozdro dla kumatych xD) i Joyce Byers, którzy przy okazji też wpadli tam w tarapaty. W innym wątku mamy niejakiego Eddy'ego, który zostaje oskarżony o morderstwo jednej dziewczyny. Z tym, że to nie był on, a Vecna, który powykręcał jej wszystkie kończyny, po czym jej chłopak próbował ją pomścić. Z innych rzeczy, to Nastka straciła swoje moce, co spowodowało, że musiała powrócić do dobrze jej znanego miejsca, aby te moce odzyskać. Przy okazji dziewczynie przypadnie zmierzenie się tam ze swoją przeszłością. Najbardziej klimatycznie jednak robi się w 7 odcinku, w którym to grupa postanawia zapolować na Vecnę i w tym celu odnajdują przejście znajdujące się na dnie jeziora do Upside Down. Gdy już się tam przedostają, to łohoho, cóż za klimat i cóż za atmosfera tam wchodzi, to poprostu wow. Kocham klimat tego miejsca. Na dodatek uwielbiam ten sezon także za ogrom emocji, jakie gwarantuje. Piękną robotę między innymi robią monologi, jakie postacie z siebie wyrzucają. Ale nie mogło też się obejść bez drobnych głupotek i naciąganych scen. Kwintesencję tego można było ujrzeć podczas pierwszej próby ucieczki Hoppera z więzienia. Między innymi gość ucieka na skuterze śnieżnym, a do niego z karabinów automatycznych strzela z 10 ruskich. I co? Żadna kula go nawet nie drasnęła. Nie wiem, może byli tam podbimbrowani, albo mają zeza... Ale w każdym razie mogli lepiej rozpisać tą scenę ucieczki, ale zamiast tego ją ponaciągali. Podobnych rzeczy można było doszukać się więcej, ale tamta scena wyjątkowo przykuła moją uwagę. No i jak wspomniałem, wadą dla niektórych może być długość sezonu. Ale to nie zmienia faktu, że sam owy sezon wypada poprostu świetnie i najlepiej ze wszystkich. A przede mną jeszcze sezon piąty, o którym to już zdąrzyłem poznać kilka opinii... O matko.
Moja ocena sezonu 4 to 8❤️/10. Poezja 👌.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz