Rytuał (2017) - Recenzja


Fabuła: Czwórka dawnych przyjaciół, którzy ostatnio rzadko się widują, wybiera się do Szwecji na wędrówkę po górach - być może ich ostatnią. 

Opinia: W dzisiejszej recenzji netflixowy "Rytuał" z 2017 roku, w którym mamy wędrujących po południowej Szwecji czwórkę przyjaciół i utykają oni w zamieszkałym przez starożytną, nordycką istotę lesie. I kurczę, jest to jeden z niewielu filmów, który jest jednocześnie nudny, gdyż przez pierwszą połowę to mamy głównie człapanie bohaterów po leśnym terenie, z czego jeden z nich uszkadza sobie łękotkę, więc wędrówka dodatkowo się wydłuża + dodatkowo z czasem zaczynają w tym lesie bzikować, bo dodatkowo w nim błądzą, a wcześniej nawet znajdują powieszone truchło martwego zwierza. Ale jednocześnie horrorek ten jednak jest też na swój sposób ciekawy, gdyż wtedy jeszcze niewiadomo co po tym lesie grasuje. Wiadomo tylko, że jest to duże i zna różne czarcie sztuczki, takie jak tworzenie iluzji, czy ogólnie wchodzenie do czyjegoś umysłu. Dodatkowo nieco później pojawiają się jeszcze dziwni, zatrzymani w czasie ludzie, którzy wyznają zamieszkałe las bóstwo. Fajnie, gdyby nie to, że jednak ta pierwsza połowa poza kilkoma momentami jest strasznie nijaka i oglądając to walczyłem, by nie zasnąć. Nie pamiętam jak było, gdy oglądałem za pierwszym razem, ale chyba było podobnie, bo teraz robiłem rewatch do recenzji i ło matko, ciężko się to ogląda. A szkoda, bo film klimat ma bardzo fajny. Ale to człapanie po lesie zawsze było moją zmorą w horrorach. Nawet Blair Witch Projekt mnie zmulił tym. 

Moja ocena to 5/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja