Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja


Fabuła: Owdowiała kobieta próbuje znaleźć schronienie u bliskich zmarłego męża. Wkrótce członkowie rodziny zaczynają przeistaczać się w krwiożercze demony.

Opinia: Martwe zło powraca w nowej, płomiennej odsłonie. Czy seria trzyma poziom i film jest tak dobry, jak poprzednie części? Cóż, po obejrzeniu tego jestem w stanie powiedzieć, że tak. Jak najbardziej dobry poziom jest trzymany, choć według mnie "Ogień" stoi pół szczebla niżej od "Przebudzenia", bo tamten film miał to coś, co czyniło go nie lada perełencją, a tutaj mamy dobrą fabułę ponownie z motywem rodzinnym, jak w poprzedniczce + demoniczne siły mają tutaj konkretny cel, przez co ich ofiary też nie są do końca przypadkowe. Oprócz tego, mamy to jak już na "Martwe zło" przystoi, niezłą siekę, gdzie to posoka leje się na prawo i lewo, a w tym ma kilka porąbanych scen. Tylko co do tych scen, to doszły mnie słuchy, że film został ocenzurowany, bo był zbyt drastyczny. I nie wiem, nie widziałem chyba okazji do pokazania nam czegoś bardziej odjechanego, niż to co zostaje nam ukazane na ekranie. Ale ma wyjść jeszcze wersja reżyserska, więc poczekam na nią i zobaczymy wersję bez edycji (tak, czekam na nią). We filmie z rzeczy, które mi się podobały, to jeszcze udźwiękowienie, bo momentami wjeżdża fajna ścieżka dźwiękowa. Aa no i jest jeszcze jeden element, bez którego Martwe zło nie było by Martwym złem, czyli drobne elementy czarnego humoru i bohaterką tych elementów pewna babcia z demencją. No jak tylko ją zobaczyłem, to miałem przeczucie, że poprostu coś się musi z nią porąbanego odwalić i nie zawiodłem się xD. Na lekki minusik natomiast sekwencja finałowa, w której coś mi nie siadło. Może to konfrontacja z tym głównym demonem była trochę za krótka. Ale tak podsumowując, to nowe Martwe zło to coś, co warto nadrobić, gdyż nie zawodzi i daje radę oczekiwaniom. 

Moja ocena to 7-/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja