Notatnik śmierci (2017) - Recenzja


Fabuła: Light Turner znajduje tajemniczy notatnik, który postanawia wykorzystać do wymierzania sprawiedliwości.

Opinia: W dzisiejszej recenzji na tapetę wlatuje netfixowy "Notatnik śmierci", w którym to w ręce głównego bohatera wpada tytułowy notes o nadnaturalnych właściwościach. Wystarczy do niego wpisać imię, nazwisko oraz przyczynę śmierci ofiary, aby delikwent pożegnał się z życiem. No niewątpliwie taki notatnik może posłużyć za potężne narzędzie, nie tylko do wymierzania sprawiedliwości, jak to ma miejsce w filmie, ale także można by było go wykorzystać między innymi do politycznych machinacji, co pobudza wodze fantazji w kontekście tego, jak bardzo za pomocą tego przedmiotu można by było wpłynąć na historię świata. No ale dość fantazjowania, wróćmy do filmu. A więc Light Turner z początku wykorzystuje notatnik do osobistych porachunków i na przykład wyeliminowuje szkolnego patusa, który pastwi się nad innymi. No i scena dekapitacji typa trzeba przyznać, że wygląda, jak wyciągniętą rodem z "Oszukać przeznaczenie", gdyż jest lekko naciągana i bawi. Light szybko się rozkręca ze swoją zabójczą działalnością i najpierw dojeżdża typa, który zabił jego matkę, a potem nim mija połowa filmu, to dowiadujemy się, że Light z pomocą notesu dokonał już około 400 zabójstw od zwykłych przestępców aż po zbrodniarzy. Pomaga mu w tym jego dziewczyna, która również się wkręciła w makabryczny proceder oraz czasem bohatera nawiedzi powiązany z notatnikiem demoniczny Ryuk, który wygląda w filmie całkiem okey, ale nie widzimy go nigdy w pełnej krasie, tylko siedzi w cieniu i coś tam przymamrota do protagonisty. A głos z kolei mu podkłada Willem Dafoe, który fajnie się sprawdził w roli Ryuka. Pierwsza połowa filmu wygląda całkiem dobrze oraz dobrze wchodzi. Mniej jednak mi się podobała druga połowa, bo ma ona masę niewykorzystanego potencjału + scenariuszowo wyszedł z tego lekki chaos, co sprawiło że po filmie miałem takie "meh okey, niech będzie". Początek wyglądał obiecująco, ale im dalej w las, tym z filmu robił się większy średniak. Nawet mimo to, że były tam twisty, to były one chyba napisane na kolanie, bo były one poprostu nijakie. A szkoda. 

Moja ocena to 5/10, bo "Notatnik śmierci" mimo wszystko ma kilka swoich momentów oraz smaczków.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja