Zły wilk (2026) - recenzja
Fabuła: Nastolatka przeprowadza się z Londynu do szkockiej posiadłości swojej babci. Tam mroczne rodzinne sekrety zmuszając dziewczynę do walki o przetrwanie.
Opinia: W dzisiejszej recenzji tegoroczny "Zły wilk", w którym młoda kobieta zostaje zmuszona stanąć do walki z psychopatycznymi członkami swojej rodziny. Plakat filmu natomiast sugeruje nam jakąś nową horrorową interpretację czerwonego kapturka i tak też poniekąd jest, gdyż dostajemy w filmie garść nawiązań do owej baśni, choć nie w takiej formie, w jakiej można by było się spodziewać + twór jest podany w konwencji horroru psychologicznego. Sam w sobie pomysł na film uważam za całkiem ciekawy. A jak się przy nim bawiłem? No cóż, z początku mnie lekko muliło, ale jakoś długo horrorek się nie rozkręca i gdy już film przechodzi do konkretów, to faktycznie bywa konkretnie i można odnieść wrażenie, że się ogląda nieco słabsze "Dzieci Amelii". Piszę słabsze, bo w tamtym filmie bywały grube sceny, a tutaj niby film też próbuje być czymś mocnym, ale za bardzo mu to nie wychodzi. Na dodatek mamy kilka durnych scen, czy to z głupimi jak but (albo poprostu skorumpowanymi) gliniarzami, czy to pod koniec kilka drugoplanowych postaci ginie w dość randomowy sposób, co sprawiło, że jakoś wiele do filmu nie wnieśli i byli tam tylko po to, by trupów było więcej. Ale tak pod kątem horroru psychologicznego, czy nawiązań do opowieści o Czerwonym Kapturku kupiłem to i nie najgorzej się bawiłem. Jeśli lubicie w horrorach tematykę psychicznej, odklejonej rodzinki, to polecam zerknąć.
Moja ocena to 6/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz