Mononoke - film: Rozdział 3 - Klątwa węża (2026) - recenzja
Fabuła: Gdy w Ōoku dochodzi do tragedii, splątane emocje i długo hodowane urazy dają początek najstraszniejszemu jak dotąd przeciwnikowi sprzedawcy leków.
Opinia: Skoro zacząłem recenzowanie anime filmów spod szyldu Mononoke, to chyba dobrym pomysłem będzie dokończyć tę psychodeliczną trylogię. Tak, trylogię, gdyż według informacji już więcej filmów ma nie być. A w sumie trochę szkoda, bo mają w sobie coś wyjątkowego, co w nich lubię. No ale przechodząc do "Klątwy węża", no to sprzedawca medykamentów powraca do Ōoku, by zmierzyć się z kolejnym dziadostwem nękającym to miejsce. Tym razem padło na niejakie Bóstwo Węża, które jest wielkie, potężne, afekty na ekranie sprawiają, że idzie dostać ostrego oczopląsu i ataku epilepsji jednocześnie... No zabawa kolorystyką jest w tym filmie przednia, jak po jakimś kuźwa dowalonym kwasie, więc jeśli wasze oczy są wrażliwe, to zachęcam, aby lepiej unikać tą część. A historia zostaje poprowadzona schematem, który mieliśmy w poprzednich filmach, czy mamy złego Mononoke, którego sprzedawca leków aby dobyć swojego świetego miecza i go załatwić, musi poznać jego formę, przyczynę i prawdę o nim. Lecz w tym filmie dostajemy w bonusie jeszcze jednego mononoke, któremu Znachor nie jest w stanie sprostać samodzielnie, więc sięga po drobną pomoc. A reszta to już liczne kolorki odpierdalające breakdance'a na ekranie, że aż oczy bolą. Ale tak to filmek całkiem spoko. Nie przynudzało jakoś bardzo, a i akcja była całkiem żwawa, dzięki czemu seans szybko zleciał.
Moja ocena to 6/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz