Gabinet osobliwości Guillermo Del Toro: Outsiderka (2022) - omówienie spoilerowe
Fabuła: Aby zdobyć popularność w pracy, nieporadna Stacey zaczyna używać popularnego toniku, który wywołuje niepożądaną reakcję — i niepokojącą przemianę.
Omówienie: Na dzisiaj kolejny epizod "Gabinetu osobliwości", w którym tym razem mamy przedstawioną historię nieco wyróżniającej się na tle swoich koleżanek z pracy kobiety. Stacey jest niezbyt śmiała, a na dodatek jej pasją jest wypychanie martwych zwierząt. Wydaje się być interesująca, gdyż ma nietypowe hobby, swoją osobowość oraz posiada ciekawą urodę. Tylko właśnie, przyprawia ją to o kompleksy, gdyż u niej w pracy jej koleżanki to takie paniczki z wyższych sfer, u których główne walory to sztuczne cyce i deficyt szarej masy mózgowej, a jedyne o czym potrafią gadać to o swojej urodzie i o przyrodzeniach swoich boyów, że jeden ma takiego, drugi ma korniszona i tym podobne farmazony. No i nasza Stacey na tle tych kobiet czuje się jak brzydkie kaczątko i pragnęła by to zmienić. I tak też pewnego wieczoru w jej ręce wpada cudowny krem, który miał by jej cerę uczynić alabastrową i wogóle miała by się stać nową, lepszą wersją siebie. Tylko jest pewien problem, gdyż okazuje się, że ma ona alergię na ten specyfik, więc może lepiej, żeby odpuściła sobie i przestała go używać. Ale co się dzieje? Bohaterka dostaje jakichś zwidów i wydaje jej się, że do niej z telewizora odzywa się producent tego kremu i nakazuje jej, by mimo alergii używała tego kremu dalej, gdyż to jej zapewni właśnie nową, lepszą wersję siebie. No i Stacey też tak robi. Kij, że jej skóra staje się po czasie czerwona i swędzi jak diabli, trzeba dopiąć swego, mimo że jej mąż robi się już poirytowany. W sumie fajnie to pokazuje, jaki wpływ potrafi wywołać telewizja na człowieku. Aż się chce powiedzieć stare dobre "wyłącz telewizor, włącz myślenie". W jej przypadku by się to przydało. Dalej dochodzimy do dziwacznej sceny, w której... Nie wiem... Stacey ogarnia jakaś halucynacja? Bo schodzi ona do piwnicy i widzi przed sobą kremowego humanoida, z którym po chwili zaczyna się nawet mizdrzyć. Po jakimś czasie wychodzi stamtąd cała uwalona tym kremem i zabija swojego męża. Sama scena mimo że jest drastyczna, to jednocześnie zagrana ona zostaje tragicznie. Wbija baba facetowi skalpel w czoło, a ten reaguje na to, jak by co najwyżej mu gumę do żucia przykleiła xD. Taka lol scena normalnie. Ale po chwili ona go dojeżdża siekierą, co patrząc na to, jaka ona jest mała i drobna bardziej może to wyglądać zabawnie, niż makabrycznie, gdyż jak bierze zamach tą siekierą, to omal pirłeta do tyłu nie wywija. Ale jakoś udaje jej się go zaciukać. Dalej mamy kolejną scenę z człowiekiem kremem, który wlewa się do wanny, sugerując Stacey, by się w tym wykąpała. No i po chwili porządnego zanurzenia się w tym kolagenowym koncetracie wychodzi, jako faktycznie trochę inaczej wyglądająca postać. Okey. Czy było warto? Według mnie nie. Ale po wyjściu ścięła dodatkowo włosy, w między czasie wypchała zwłoki swojego męża, a na następny dzień po przyjściu do pracy jej koleżanki piały z zadumy i razem z nimi zaczęła głupkowato się śmiać i plotkować. I oto cała historia kobiety, która z oryginalnej, nieszablonowej ze swojskim charakterem stała się kalką jej pustych koleżanek z pracy. Jaki z tego morał? Lepiej pozostać tym, kim się jest, niż stawać się na siłę kimś, kim inni by chcieli. Mi odcinek oczywiście się podobał, mimo że był momentami słabo zagrany.
Moja ocena to 6+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz