Carrie (2026) - recenzja
Fabuła: Chroniona przez apodyktyczną matkę, odizolowana od świata dziewczyna obdarzona zdolnościami telekinetycznymi pada ofiarą prześladowania ze strony rówieśników, co prowadzi do przerażającego, krwawego zdarzenia.
Opinia: Premierę kilka dni temu miał nowy serial od Amazonu inspirowany oczywiście kultową Carrie od Stephena Kinga. Jak ten serial się udał? Jest to poprostu kolejny odgrzewany kotlet, który jest poprostu dobry, ale nie wnosi do historii nic nowego, czy może jest to kotlet usmażony na nowo, tylko dodatkowo doprawiony? Cóż, śmiało można powiedzieć, że to drugie i jest to historia, którą już znamy opowiedziana na nowo, ale przekształca pewne elementy oraz także zostaje do niej dodane coś więcej. Coś, co przyprawia historię Carrie o pewną świeżość. Ale po kolei. Większość pierwszego sezonu to odwzorowanie tego, co znamy, czyli Carrie idzie do nowej, w której z powodu inności staje się obiektem żartów kilku wrednych koleżanek, a to się zaczyna intensyfikować po menstruacyjnym incydencie, kiedy to bohaterka dostaje pierwszej miesiączki i za nic nie wie, co się z nią dzieje, wpada w panikę i dalej wiadomo co się dzieje podczas tej sceny... nagrywanie jej, rzucanie podpaskami i tym podobne. Przez to powstaje też nawet konto na Instagramie "Krwawa Carrie", na którym są udostępniane niedość że zmiksowana wersja filmiku, to jeszcze memy z udziałem innych uczniów ze szkoły. No i wątek tego konta jest tutaj mocno kluczowy w kolejnych odcinkach, gdyż prowadzi on do wojny Margaret ze szkolną władzą, a dalej nawet do zamieszek rodem z Francji. Nie będę dokładnie zdradzał, o co chodzi, bo nie chcę wszystkiego spoilerować, by nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie oglądali. No ale krótko mówiąc nieźle się tam odpierdziela. Ale skoro wspomniałem już matce Carrie, Margaret White, to kilka słów o niej, bo co ta babka zrobiła telewizję w tym serialu, to jej. Oczywiście nadal ona jest apodyktyczną, momentami irytującą fanatyczką religijną, co to karze się swojej córce modlić w pokoiku modlitewnym, gdy źle postąpi, plus do tego nawet bywa ona totalnie odklejona, gdyż pracuje ona na kasie w supermarkecie i poucza ona klientów, by nie kupowali tego, bo to jest niezdrowe, szkodliwe, a jedną kobietę, która chciała sobie zakupić przyrządy do zabaw łóżkowych, odmawia obsłużyć, gdyż jej katolicka duma na to nie pozwala, przez co zostaje ukarana przez kierowniczkę sklepu i musi od tamtego momentu wykonywać brudną robotę przy sprzątaniu toalet. I nawet nie było mi jej szkoda. Mogła robić swoje, a nie w matkę Teresę z Kalkuty się bawić, co to umoralnia innych i wtrąca się w ich życie. Za to po czasie postanawia zrobić psikusa szefowej i bierze jej kubek, a następnie przepłukuje go w sacadzonej fekaliami wodzie toaletowej xD. Ale to jest i tak nic, bo gdy się dowiaduje, że jej córka jest dręczona w szkole za sprawą tamtego plugawego konta instagramie, to bierze ona sprawy w swoje ręce i krótko mówiąc robi dym na całą szkołę, oskarżając wprost uczennicę prześladującą Carrie, że to ona za tym stoi. A to jakie ma to konsekwencje, to już niech będzie częścią, której zdradzał nie będę. Innym ciekawym wątkiem jest ten z pewną bohaterką imieniem Emaline. Nie będę pisał nic, co by popsuło wam oglądanie serialu, ale wbrew pozorom jest to ważna postać, która wnosi nowość do tego universum i trzyma się ona dosyć blisko z naszą protagonistką. A także dostajemy motyw z ojcem Carrie, którego samego na ekranie za dużo nie ma, ale też wnosi do serialu swoje 5 groszy, jak dostajemy jeszcze jeden mniejszy wątek z udziałem jednego z nauczycieli, który sypia z nieletnimi uczennicami. Też wbrew pozorom jest to wątek, który wnosi swoje. Fajne jest więc to, że jest tam sporo elementów, które nie są bez żadnego większego znaczenia, bo każdy coś znaczy i ma wpływ na fabułę. No i oczywiście creme de la creme tej produkcji, czyli jedna wielka rozróba podczas balu maturalnego, czy potem konfrontacja z matką, która próbuje pozbyć się córki z niebezpiecznymi zdolnościami nadprzyrodzonymi, które ta czasem wykorzystuje przeciwko niej. Ale tym razem serial zapodaje nam inne zakończenie historii. Jakie? Polecam nadrobić serial i dowiedzieć się na własną rękę. Ja natomiast dopiszę, że bawiłem się przy serialu bardzo fajnie. Angażował i nie puszczał. W jeden dzień 7 odcinków obejrzałem. To chyba mówi samo za siebie, czy jest to dobre, czy takie sobie.
Moja ocena dla tego serialu to 7/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz