God of Frogs (2026) - recenzja


Fabuła: Głęboko w sercu dżungli żyje żywiołak, wiecznie głodny. Raz na ćwierć wieku pojawia się, by się pożywić.

Opinia: Pewnie się zastanawiacie, co ja za dziwactwo wykopałem tym razem. Oj nie chcecie wiedzieć, bo jest to jeden z tych filmów, który lepiej zignorować i udawać, że nie istnieje. A ja natomiast obejrzałem to, abyście wy nie musieli tego robić, jak by się to okazało skrajnym gniotem. No i jak po wstępie można się domyślać, to też i tak jest. Zdecydowanie tytuł filmu, to najlepsze, co tą produkcję spotkało. A przechodząc do meritum, no to te horroropodobne coś składa się z czterech rozdziałów i każdy z nich opowiada inną historię z innymi bohaterami, ale w każdej z nich wspólnym mianownikiem jest właśnie tytułowy... Żabi bóg? Bóg żab? No w każdym razie czymkolwiek to jest, to jest to wielkim, brzydkim, żaboidalnym zlepkiem efektów komputerowych z odrobiną nieudolnych efektów praktycznych, który pluje halucynogenną śliną oraz ma ostry język, którym ripostuje swoje ofiary na pół. Na dodatek ma umiejętność zmieniania swojego wyglądu? Bo mamy tam chyba z dwie sceny cimcirimci, w których widzimy przebłyski, w których na miejscu faceta znajduje się ten żabson. Wogóle ktoś tam z produkcji chyba ma jakiś fetysz na punkcie żab. Jak nie żabeusz ujeżdżający kobietę, to z kolei w innej scenie mieliśmy dwóch typów liżących żabę. Fuj. Sam film natomiast jest poprostu nudny i ślamazarny, a na dodatek pozbawiony jakiej kolwiek logiki. Przykładowo w jednej scenie uzbrojony żołnierz stoi naprzeciwko przerośniętemu ropuchowi. Co w normalnym świecie by zrobił żołdak w takim momencie? No kuźwa strzelał by do niej . Może by ją pokonał, może nie, ale chociaż coś by zrobił. A ten zamiast tego, to ja widok szarżującego na niego ropucha sam zaczyna na nią biegnąc xD. Co do ch**a? Jak bym był skupiony w 100% na tym filmie, to jestem pewien, że podobnych fakapów znalazł bym jeszcze więcej. A skoro wspomniałem wcześniej o efektach CGI, to o jasny gwint, czemu one przypominają, dlaczego te z wczesnych lat 60 poprzedniego wieku wyglądają lepiej, niż te w tym filmie? Najlepszą tego esencją jest rozdział 4, w którym wchodzą klimaty bieda futurystyczne. Absolutnie unikajcie tego szrota, bo szkoda czasu i iq na niego.

Moja ocena to 1+/10. Plus za to, że sam pomysł na film uważam za porąbany, co przyznam że lubię. Gdyby jeszcze tylko wykonanie było chociaż dobre, to nie, bo wszystko od góry do dołu jest w zwyczajnym świecie wysrywem.

Karol D. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja