Jeździec bez głowy (1999) - recenzja


Fabuła: Nowojorski policjant przybywa do małej osady, by rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw dokonywanych rzekomo przez jeźdźca bez głowy.

Opinia: W dzisiejszej recenzji "Jeździec bez głowy" Tima Burtona, w którym to tytułowy upiór nawiedza niewielką osadę i dekapituje ludzi, odcinając im głowy. Sprawie przygląda się nasz główny bohater, w którego rolę wciela się Johnny Depp. I gdy z początku wydaje się, że jeździec morduje losowe ofiary, to z czasem wychodzi na jaw głębsza tajemnica, która powoduje ataki naszego antagonisty, gdyż jak się okazuje, nie działa on samowolnie, tylko to ktoś go naprowadza na konkretne cele. A sam film prezentuje się bardzo fajnie. Napewno produkcję trzeba pochwalić pod kątem wizualnym, bo jak na 1999 rok, to jest ten film poprostu piękniutki i świetnie oddaje klimat końcówki XVII wiecznej, skąpanej w gotyckim mroku Ameryki. Fabuła też mi się podobała, bo nie jest ona ani przekombinowania, bo ot mamy kogoś, kto napuszcza jeźdźca na konkretne ofiary w celu przejęcia spadku. No więc mamy stary dobry motywy chciwości. I to do takiego stopnia, że ten ktoś nawet posuwa się do zamordowania swojego najbliższego członka rodziny. No i mamy też dobry plot twist, który łączy ze sobą elementy fabuły. Na minus to są natomiast efekty komputerowe, z których kicz wylewał się z ekranu całymi litrami, że matko jedyna, co to było. Może taki jest styl Tima Burtona, kij wie, nie widziałem wcześniej jego filmów, ale mnie bardziej te efekty bawiły, bo wyglądały bardziej jak rodem z horroru komediowego, niżeli poważnego filmu. A Jeździec bez głowy jest poważnym filmem jednak. Nie wiem, może tylko ja tak miałem. Ale ot na przykład scena, w której jeździec ucina głowę jednemu typowi, a ta ucięta głowa zanim odlatuje, to się obkręca z tą peruką na głowie xD. Nie powiem, rykłem przy tej scenie i z kilka razy ją przesunąłem do tyłu, zanim zacząłem oglądać dalej. No ale podsumowując, to oto cały "Jeździec bez głowy". Dobry film, przy którym fajnie się bawiłem i polecam nadrobić, choć wątpię, że wierni maniacy horroru nie mają tego filmu zaliczonego, tak jak ja. No lerzy jeszcze trochę produkcji w mojej kupce wstydu.

Moja ocena to 7/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja