Crystal Lake (2026) - recenzja
Fabuła: Matka chłopca, który zginął w wyniku tragicznego wypadku nad jeziorem, pogrąża się w szaleństwie.
Opinia + drobne spoilery: W końcu po dobrych kilkunastu dostajemy powrót do universum Piątku 13-ego, tym razem pod postacią serialu "Crystal Lake", który jest prequelem oryginalnej części pierwszej. A co za tym idzie, główną bohaterką zostaje Pamela Voorhees, której historia zostaje nam przedstawiona nieco głębiej, jak i też sama geneza kultowego mordercy z Crystal Lake, który oryginalnie był postacią obleczoną siłami nadprzyrodzonymi, które sprawiały, że ilekroć zginął, to po czasie i tak ostatecznie wstawał z grobu. Tutaj serial z kolei wskazuje na pewien eksperyment, którym została poddana Pamela w trakcie ciąży i stąd jej syn jest w stanie przetrwać wiele niebezpieczeństw, plus też stąd wygląda, jak wygląda. Ale na temat samego eksperymentu ode mnie tyle, resztę pozostawiam wam do odkrycia. Poza tym nieświadomie zrushowałem temat do ostatnich odcinków, a przy poprzednich epizodach też jest co omawiać, jak chociażby psychologiczną część tego serialu, podczas którego oglądamy przemianę osobowości Pameli z takiej całkiem przyjemnej, lecz lekko straumatyzowanej tragicznymi wydarzeniami babeczki do zimnokrwistej morderczyni, która w dalszych odcinkach nie ma skrupułów, by wyrżnąć bandę sfazowanych hipisów. Zanim jednak dojdzie u niej do odklejenia, to wcześniej też się jej zdarzy kogoś pozbawić życia. W pierwszym odcinku w samoobronie morduje dwóch typów, którzy po nią przyszli z między innymi zamiarem pisania środka usypiającego, a ta się z nimi rozprawia. Bardzo mocno krwista scena swoją drogą. A w innym odcinku morduje pod wpływem impulsu jedną babkę, która jej chwilę wcześniej nagadała przykrych rzeczy. Też niezłe mięsko podczas tej sceny dostajemy. Ale właśnie, jeśli dostajemy te mocniejsze sceny, no to musimy sobie na nie poczekać, gdyż mają one miejsce dopiero pod koniec odcinka. I tu wchodzi lekka wada, bo odnoszę wrażenie, że model każdego epizodu wygląda podobnie. Przez cały epizod mamy spokój, tu aspekty psychologiczne, tutaj trochę dłubania przy wątkach miłosnych, a grubsza akcja występuje jedynie pod koniec. Ale nie znaczy, że jest to zły serial, bo mimo to wciągnął mnie i nie puszczał aż do ostatniego odcinka. Zwłaszcza, że ma on kilka dobrych smaczków nawiązujących do oryginalnej serii. Przykładowo jeden z nich, to Pamela w jednym z odcinków ma założony na siebie niebieski sweter, niemalże ten sam, co wersja jej postaci z filmu z 1980 roku. To jest nieduża rzecz, ale wywołuje banana na twarzy. Z minusów, to się wkradło kilka głupotek, ale na szczęście nie są one niszczące odbiór serialu. Ot drobne dziury w wątku miłosnym dwójki młodych opiekunów, gdzie to facet robił na boku swoją kobietę z jedną hipiską, ona o tym wiedziała, a gdy po drobnym incydencie przyszedł do niej z podkulonym ogonem, to kompletnie z dupy mu zdradę wybaczyła i w kolejnej scenie poszli się grać ze sobą, mimo że wcześniej dziewczyna niezbyt miała na to ochotę i chciała poczekać z tym do ślubu. Aa no i jeszcze dostajemy wątek pewnej małolaty, który jest wątkiem dosyć ważnym, gdyż była ona przyjaciółką Jasona, zanim ten utonął, no i kurczę został ten jej wątek ucięty i nie dokończony. Ale z tego co czytałem, to reżyser ma pomysły na kolejny sezon i jeśli dostanie zielone światło, to może tam dostaniemy kontynuację wątku tej dziewczynki. No ale ak czy siak, to dostaliśmy kawał dobrego serialu, na którym ja się bawiłem dobrze i polecam go nadrobić.
Ode mnie ocena to 7-/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz