American Horror Story: 13 (2026) - recenzja odcinków 11-12


Opinia: Wielkimi krokami zbliżamy się do finału tego sezonu, który obejrzymy już za tydzień pod postacią odcinka numer 13. I w sumie ja wiem, czy dobrym pomysłem było przedłużanie emisji serialu o dodatkowy tydzień? Niby finał, ale jednak co jeśli ostatecznie okaże się rozczarowujący, a jak wiemy, z finałami bywa również. Cały czas mam w głowie chociażby takie Stranger Things, w którym to ostatni odcinek też został udostępniony oddzielnie i cały budowany oraz przeciągany hajp okazał się flopem. Oby tu nie było podobnie i żeby to poprostu dobrze zakończyli. No ale dobra już z tym, co ma być, to będzie, a tymczasem przechodzimy do epizodu 11, który rozpoczyna się konfrontacją syna Szatana z czarownicami, gdzie to podczas niej zauważamy, że on sam ma mistyczne moce, dzięki którymi jeśli by chciał, to by mógł uporać się raz dwa z Sabatem. Ale nie chce tego robić i woli się z nimi sprzymierzyć i wraz z nimi stanąć przeciwko ojcu. Nawet w tym celu wyciąga z piekła dwie urzędujące tam czarownice, jakąś rudowłosą oraz w kolejnym odcinku naszą Queenie, która nadal zmaga się tam z upierdliwymi klientami w fastfoodziarni xD. Ale za to dobra ponad połowa 11 epizodu, to nasz antychryst kręcący z Madison przez co na chwilę serial grozy zmienia się w komedię romantyczną, bo czemu nie xD. No ot babka się zajarała facetem i tym, jak nią wcześniej miotnął i przez resztę odcinka mieliśmy ich wątek romantyczny, a w tym przedstawiono nam historię życia miłosnego naszej Madison. Nie pytałem o to i nie potrzebowałem tego, ale jak tam sobie zażyczyli, tak zrobili. Ciekawiej natomiast mamy w odcinku 12, gdyż czarownice układają w nim plan obalenia Szatana i nawet pod koniec odcinka przystępują do próby, ale jak można było się spodziewać, coś poszło nie tak. Nie będę tutaj dokładnie zdradzał co oraz jak się to skończyło, ale nahajpowali mnie na finałowy odcinek, nie będę ukrywał. Oby teraz tylko sam finał dowiózł, a będzie to cacy sezon.

Moja ocena tych epizodów łącznie to 6+/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja