American Horror Story: 13 (2026) - recenzja odcinków 9-10


Opinia + spoilery: Dwa kolejne odcinki nowego AHSa już za mną, no i czuć, że zaczynamy zbliżać się do końca tego sezonu, gdyż szykowany jest nam grunt pod finał. Mamy między innymi demoniczną pogawędkę między Szatanem, a starą Langdonową. Sam wątek tej dwójki oczywiście dobrze się spina, gdyż Constance  jak pamiętamy była matką Michaela, który jednocześnie też był antychrystem w 8 sezonie AHSa. I jak też pamiętamy, to owego Michaela zabiły czarownice z Sabatu, przez co Szatanisław ma z nimi osobiste porachunki do wyrównania. A że tych czarownic jest tam trzynaście, to i nawet mu to dodatkowo na rękę, aby je ubić, gdyż każda ofiara składająca się z trzynastu żyć zbliża go do celu. A ten cel to wygrana zakładu z samym Stwórcą, w którym jeśli ten dobije 100 lat w śmiertelnej powłoce, to przejmie władzę nad światem. A każda taka wspomniana ofiara dodaje mu kilku lat. Na dodatek główny bohater, którego imienia wciąż zapominam, odkrywa prawdę o sobie, że jest synem owego Szatana, przy czym jego matka była satanistką. Więc facet, jako syn diabła miał by być tym, który obejmie rządy na ziemi po tym, gdy tamten wygra zakład z Bogiem. A epizod 10 kończymy scenką bohatera odwiedzającego czarownice. No i tu pojawia się pytanie... W jakim celu je odwiedza? Będzie próbował je zniszczyć, czy może zechce z nimi współpracować, aby ostatecznie wyeliminować zło? Tego dowiemy się już niebawem. Na dodatek te dwa odcinki były serio dobre. Odkryły kolejne karty i poraz kolejny mimo tego, że były krótkie, to były wypchane konkretną treścią. Podoba mi się to, jak i ten sezon, jeśli mam być szczery.

Moja ocena tych odcinków to 7/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja