Brzydka siostra (2025) - Recenzja


Fabuła: Elwira, żyjąca w cieniu pięknej siostry, zrobi wszystko, by zdobyć księcia i odmienić swoje życie.

Opinia: W dzisiejszej recenzji kolejny dość mocny body horror, który tym razem opowiada starą dobrą baśń o Kopciuszku, tylko z perspektywy jej przyrodniej siostry Elwiry, a no dodatek polane to zostało Cronenbergowym sosem. Czy sam film jest tak dobry, jak mówią materiały promocyjne? Cóż, napewno warto przygotować się na to, że zbyt wiele akcji nie ma i większa część produkcji skupia się na opowieści i historii Elwiry, która w swojej opinii do kanonów piękna się nie zalicza, bo a tu ma lekko przygarbiony nosek, a tutaj widzi u siebie zbyt pełną sylwetkę, no a jako że zbliża się bal u księcia, to będzie próbowała za wszelką cenę doprowadzić się do stanu idealnego, nawet kosztem zdrowia. No i to między innymi obfituje w kilka bolesnych dla dziewczyny, jak i dla widza zabiegów. Niby nie jest to nic wielkiego, ale zostało to ukazane i zagrane w taki sposób, że idzie się wzdrygnąć podczas patrzenia na to. A skoro mowa o zagraniu, to aktorsko film dobrze siedzi, gdyż podobała mi główna rola wrednej i jednocześnie zdesperowanej Elwiry, która w jednej chwili z czymś tam przypiecze Kopciuszkowi, a za moment użala się nad swoim niedoskonałym ciałem. Z innych fajnych rzeczy, to filmie pojawia się polski akcent, a wszystko za sprawą naszej polskiej aktorki, Katarzyny Herman, która wypowiada kilka kwestii właśnie w języku polskim, która to też całkiem fajnie odegrała swoją rolę ostrej nauczycielki tańca. Tak swoją drogą to sekwencje w szkole tańca skojarzyły mi się z filmem "Suspiria". Też się zdarzają niekomfortowe momenty, jak te podczas balu, w których reprezentowane są kolejne dziewczyny, a obok stoją jakieś oblechy i rzucają tekstami typu "mmm ależ bym skosztował jej ostrygę" i tym podobne xD. No i wisienka na torcie, czyli sekwencja finałowa, w której to dochodzi do scen żywcem wyjętych w Cronenbergowego kina i przyznam się, że aż mnie w pewnym momencie zaczęło w żołądku kręcić i robiło się ciemno przed oczami. Choć szkoda, że w ciągu całego filmu nie było więcej takich scen, które mogły by pokopać widza po żołądku, zwłaszcza po przeczytanych opiniach miałem nadzieję, że coś takiego będzie, ale nie i właśnie większy hardkor dostajemy dopiero w finale. Ale to nie ujmuje temu, że ja bawiłem się poprostu dobrze. Jak by każda baśń lub bajka była horroryzowana w taki sposób, jak w "The Ungly Stepsister" , to byłoby w pytunie. Sam film, jak i Elwira oczywiście ukazuje obraz tej grupy młodych kobiet, które zawsze to się doszukują jakichś niedoskonałości w swoim ciele, nawet jeśli na codzień prezentują się dobrze, i są w stanie poddawać się nawet różnym zabiegom, żeby tylko poprawić coś, co poprawiać absolutnie nie trzeba. A czy polecam? Jak najbardziej tak, jeśli lubicie specyficzne kino.

Ode mnie ocena 7/10.

Karol D. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja