Obecność 4: Ostatnie namaszczenie (2025) - Recenzja
Fabuła: Ed i Lorraine, znani badacze zjawisk paranormalnych, stają wobec najbardziej przerażającej sprawy w swojej karierze.
Opinia: W dzisiejszej recenzji kilka zdań na temat najnowszej Obecności, która to uchodzi za domknięcie serii. Czy jest to godne, satysfakce zakończenie? Za chwilę na to odpowiem. Dopowiem tylko, że przed premierą czwórki miałem w planach powstawiać recenzje części poprzednich, czego z jakiegoś powodu nie zrobiłem, za co wybaczcie. Postaram się niebawem to nadrobić. Tymczasem jednak przechodzimy do "Ostatniego namaszczenia". Poraz kolejny dostajemy rodzinę, której dom zostaje nawiedzony przez coś wrogiego, a wszystko to za sprawą przeklętego lustra. Sprawa zostaje zgłoszona demonologom Edowi i Lorraine Warrenom. Lecz ci z początku, jako że mają postanowione, że zakończyli z badaniem zjawisk paranormalnych to rezygnują z pomocy. Prawdopodobnie spowodowane, że Ed jest po ataku serca i lekarz ostrzegł go przed kolejnym. Los sprawia, że zostają oni jednak zmuszeni do rozprawienia się ze złowrogimi duchami. Brzmi fajnie, ale niestety poraz kolejny dostajemy film, który nie ma podjazdu do dwóch pierwszych części od Jamesa Wana. James idealnie potrafił zbudować klimat, atmosferę i napięcie. A tutaj mimo, że nie jest to zły film, to mocno czuć, że to nie jest to samo. Na dodatek tamta morda, która pojawia się co jakiś czas wygląda mocno tandetnie, jak by w Groku została stworzona promptem: "wygeneruj mi upiorną, rozczapierzoną mordę wychudzonego, wiejskiego chłopa". Na dodatek fabuła skupia się bardziej na dorosłej już córce Warrenów, niż na tamtej rodzinie, a szkoda, bo w poprzednich filmach to rodzina i ich problemy z duchami była głównym motorem napędowym, a wątek prywatny Warrenów był jedynie tłem. A tutaj mamy na odwrót i to bardziej tamta rodzina jest tłem. Ale mimo to film ogląda się całkiem przyjemnie i jakiegoś większego przymulania, ani zbędnych rzeczy nie było, tylko fabuła ciągle szła do przodu. Tylko czy jednak "Last Rites" dowozi, jako to zwieńczenie serii i jestem usatysfakcjonowany? No niestety nie zbyt. Czułem się, jak bym oglądał poprostu kolejną część Obecności i tyle. Co prawda, pojawia się kilka postaci znanych z poprzednich odsłon łaź film zostaje zwieńczony podsumowaniem odnośnie ich dalszego życia, ale nadal brakuje tego takiego usatysfakcjonowania, którego Michael Chaves nie dowiózł. Szkoda. Ale mówi się trudno. Tak czy siak polecam obejrzeć i ocenić samemu, no i chociaż by dlatego, by mieć wszystkie części zaliczone.
Moja ocena to 6/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz