Potwór: Historia Lizzie Borden (2026) - RANT spoilerowy
Opinia, omówienie oraz spoilery: Czwarty sezon netfixowego Potwora już za mną i tym razem Ryan Murphy na tapetę wyłożył sprawę Lizzie Borden. Miała zostać przedstawiona jej historia, ale niestety jedyne, co tu zostało przedstawione to jeden wielki stek bzdur lub ewentualnie przy niektórych wątkach jeśli już historię, to opierającą się na tym, co o niej plotkowano. I aż sobie porobiłem notatki, aby omówić niektóre wątki, jak i to, jak one zostały przedstawione vs to, jak wyglądała prawda. No więc na początek wątek dotyczący kanciarstwa Andrew Bordena, który miał przycinać nieboszczykom dolne kończyny, aby mierzący 2m umrzyk mógł wejść do trumny bez powiększania jej. To była jedynie tylko i wyłącznie nic więcej, jak makabryczna plotka, która została w serialu użyta, jako część autentycznej historii. No dobra, kij tam, jeszcze jakiś największy fakap tego serialu to nie jest, mimo że same sceny odcinania nóg są średnie wykonane, plus dodatkowo twórcę poniosło i w jednej scenie pokazał nam narąbanego Andrew przecinającego niechcący zwłoki na pół xD. Oj pełno jest w tym serialu debilizmów, zapewniam was. Inną sceną jest pierwszą próba zabójstwa rodziców Lizzie, w której ich gospodyni domowa przyrządza im zupę z trującym dodatkiem, po czym państwo Bordenowie zaczynają miotać rzygowinami dalej niż patrzą + sama scena jest poprostu obrzydliwa, gdyż kamera jest nawet wręcz wprost ustawiona na ich bełtające mordy, a Andrzejka (zapomniałem dodać, że do tej roli powraca Charlie Hunnam, który odgrywa ją momentami wręcz nieco komicznie) dodatkowo czyści także z tyłu. I owszem, w rzeczywistości doznali oni zatrucia pokarmowego, ale było ono bardziej dziełem przypadku spowodowanym nieświeżym jedzeniem, niżeli zamierzonym celem, a samego zatrucia doznała także ich gosposia Bridget. Więc mamy tutaj do czynienia kolejny raz z fałszem. Inny wątek, to zabójstwo Berthy Menchester, który jest już totalnym wymysłem ze strony twórcy, gdyż w serialu opowiedziane zostaje, że Menchester padła ofiarą morderstwa ze strony Lizzie, która w ten sposób miała by "trenować" przed dokonaniem mordu na swoich rodzicach. A no kurwa gówno prawda, gdyż w rzeczywistości pani Menchester została zamordowana po śmierci Bordenów w czasie, gdy Lizzie siedziała w areszcie w oczekiwaniu na proces. Także fajny kolejny fejk zawarty w serialu, panie Murphy. Szkoda, że jeszcze smoków i orków nie było. Innym wątkiem jest ten z użyciem Elżbiety Bathory. Jak się ma Krwawa Baronowa do historii Lizzie Borden? W zasadzie nijak, ale twórcy uznali, że zrobią z nią krótszą, poboczną historyjkę w ramach przerwy na reklamy od głównych wydarzeń w serialu + Lizzie posiadała książkę o niej, którą od czasu do czasu czytała. I w sumie fajnie. Gorzej jest niestety z wątkiem innej seryjnej morderczyni, który został wpleciony do serialu. Mowa tutaj oczywiście o Aileen Wuornos, której rolę objęła Sarah Paulson. Aileen w serialu została przedstawiona jako jakaś wielka fanka Lizzie, co jest tutaj jedną wielką fikcją ze strony twórców. Tak samo, jak nigdy nie było dowodów na romans Andrew z Bridget. Ale za to jest jedna rzecz, która się zgadza. Mianowicie autentyczne zeznania, które składała bez ładu i składu, gdyż miała być pod wpływem morfiny. Jedyne co się w tym wątku nie zgadza, to relacja Lizzie z Nance O'Neil, którą poznała w 1904 roku. W serialu za to odgrywa kluczową rolę w sprawie sondowej Bordenowej, przygotowując ją odpowiednio do niej. Jeszcze jest jedna piękna scenka podsumowująca to, jak serial robi z widzów idiotów. Mianowicie kilkanaście lat po rozprawie Lizzie przychodzi do księgarni z prośbą, by została z niej wycofana książka o niej, gdyż zawarta w niej historia to stek bzdur. Ta. Tymczasem Ryan Murphy wydający serial o niej, który też jest jednym wielkim stekiem bzdur i jest bardziej serialem inspirowanym historią Lizzie Borden, niż autentyczną historią o niej. Plus na dodatek jest on poprostu nudny, a jedyna dobrze zagrana rola przypada Sarze Paulson, bo reszta jest miałka. Absolutnie nie polecam wam tego serialu, jeśli szukacie jakiejś bazy do zapoznania się z jej historią, bo to zwykły paszkwil, a Lizzie Borden przewraca się w grobie. Choć przyznać muszę, że ma kilka ładnych kadrów, jak te w wiśniowym sadzie.
Moja ocena to 3/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz