Slasherman (2019) - Recenzja
Fabuła: Para autorów komiksów zaczyna zauważać przerażające podobieństwa między stworzoną przez siebie postacią a wydarzeniami z prawdziwego życia.
Opinia: W dzisiejszej recenzji parę słów na temat Slashermana, w którym mamy seryjnego mordercę inspirującego się komiksami autorstwa pewnej pary. I co mógł bym napisać o filmie, że skojarzyło mi się to z jakąś biedniejszą wersją "Domu, który zbudował Jack". Bo zwyrol łazi i zabija dość randomowych ludzi, a następnie ze swoich ofiar tworzy jakieś chore rzeczy. Ot przykładowo po zarżnięciu grupy przyjaciół układa ich w tryptyk. A na dodatek są sceny, w których bywa całkiem gorowo i między innymi u niego w domu choinka jest flakami przyozdobiona. Więc rzeź bywa niezła. Jeszcze jak by było tego mało, to typ informuje autorów komiksów o swoim następnym kroku, podając im współrzędne. Odklejony facet. Choć gdy dochodzi do pierwszego morderstwa, to gość wygląda, jak by nie miał za bardzo odwagi do dokonania zbrodni i nie wie co robić. Ale w końcu rusza i robi swoje. No miał chwilę na zastanowienie się, ale rządza wcielenia się w komiksowego zabójcę zrobiła swoje. Plus dostajemy mały polski akcent w postaci pojawiającego się tam polskiego nazwiska (był to Adam Kowalski, jak dobrze pamiętam). Niestety cały ten krwawy obiad został kiepsko przyprawiony i całość była poprostu nijaka. Aktorsko średnio, gdyż miałem kompletnie w pompie postacie czy to główne, czy to poboczne, na dodatek film nie zaangażował. Ale sam pomysł uważam za jak najbardziej ciekawy i według mniej z odpowiednim reżyserem mogła by się ta produkcja udać.
Moja ocena to 5+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz