American Horror Story: Roanoke (2016) - Recenzja


Fabuła: Młoda para z Los Angeles przeprowadza się do starej opuszczonej farmy w Karolinie Północnej, gdzie zaczynają doświadczać tajemniczych zjawisk.

Opinia: W dzisiejszej recenzji kolejny sezon kultowego AHSa. Tym razem na tapetę postanowiłem wziąć sezon szósty o podtytule Roanoke, który... O matko jedyna, nam w stosunku do niego mieszane uczucia, gdyż jest to jakiś scenariuszowy burdel. Ale po kolei. Na początku warto powiedzieć, że dzieli się on na trzy części. Pierwsza część nosi tytuł "Mój koszmar w Roanoke" i jest ona utrzymana w konwencji udokumentalizowanej historii małżeństwa, które w dość atrakcyjnej cenie nabywa starą chałupę na totalnym wypizdowiu (co jest w sumie nieco generyczne, bo ile podobnych motywów z domem na wygwizdowiu już w horrorach było, to można liczyć). No i nie zgadniecie, ale okazuje się te miejsce być nawiedzone. Wow. Ale to, co nawiedzało to miejsce to już było ciekawym motywem, bo działały tam mściwe duchy kolonistów z tytułowego Roanoke i urządzały tam dość niezłą jadkę, co jest nawet adekwatnym określeniem, gdyż liderka upiornej sekty nosiła taki przydomek, Jadka. I ta pierwsza połowa sezonu sprawiała, że jeszcze bawiłem się całkiem fajnie, bo miało to ręce i nogi, plus było kilka fajnych motywów, jak padający grad składający się z ludzkich zębów, czy brutalne egzekucje, jak wypruwanie flaczków, czy nadziewanie na pal. Było to mocne i zapowiadało, że będzie to jeden z brutalniejszych sezonów. Nawet gdy w piątym odcinku zdołali uciec z tamtej chaty i wyjechali, to do końca sezonu było jeszcze pięć odcinków, więc myślałem, że w nich zło ich odnajdzie i będzie nękać dalej, bo zostali przez nie napieczętowani, czy coś. O japierdziele, w jakim błędzie ja byłem, bo w drugiej połowie dostaliśmy jakieś zaplątanie z poplątaniem, że aż się pogubiłem. Okazało się, że to, co działo się w pierwszych pięciu odcinkach, to był jedynie serial inspirowany historią Matta i Shelby i ten serial się dobrze sprzedał, więc będą kręcić sezon drugi o tytule "Powrót do Roanoke: 3 noce w piekle" + dostajemy zmianę konwencji na found footage i oni tam potem wracają do tego miejsca i niebawem zaś dochodzi do masakry... Jasny gwint, tu trzeba usiąść i na spokojnie analizować, co tam miało miejsce w tej drugiej połowie sezonu, bo tam się wydarzyło więcej, niż w moim życiu i na dodatek było to głupie i mimo dziejącej się tam akcji było to nudne. A to dlatego, że to, co się tam działo, było przy tym nijakie i miałkie. A szkoda, bo dobra była pierwsza połowa, a tutaj w drugiej dostaliśmy jakieś cudo na kiju bez jakiegoś większego sensu. No i dodatkowo potem dostaliśmy ową trzecią część, która była epilogiem tego sezonu i na dodatek też durnym. Ogromna szkoda, bo pierwsze pięć odcinków zapowiadały, że będzie to dobry sezon, a ostatecznie dostaliśmy AHSowe, przekombinowane coś, co miało zdecydowanie o jedną warstwę za dużo. No i jeszcze ten sezon pozbawili intra, kastraci jedni. Plus tego taki, to poza dobrą pierwszą połową, dali całkiem znośne długości odcinków bo trwały od 30 kilku to 40 minut, przez co nie dłużyły się jakoś bardzo. Ale tak sezon niestety do zapomnienia. 

Moja ocena to 5/10. 

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi (2025) - Recenzja