Wolf Creek (2005) - Recenzja
Fabuła: Podczas wyprawy bezdrożami Australii do największego krateru grupie przyjaciół odmawia posłuszeństwa samochód. Bezsilni cieszą się na widok mężczyzny oferującego pomoc.
Opinia: Na dzisiaj recenzja mało znanego horroru z 2005 roku, w którym trójka ludzi podczas podróży po australijskim zadupiu napotyka na swojej drodze niejakiego Micka Taylora. Z początku wydaje się być miły i zabawny oraz ofiarowuje swą pomoc w naprawie rozkraczonego samochodu. Niebawem jednak Mick pokazuje swe prawdziwe oblicze jako bezwzględny psychopata. Brzmi fajnie, ale tak naprawdę według mnie jest to jeden z najbardziej generycznych horrorów. Czemu? Większa część filmu korzysta z dobrze już znanych schematów, gdzie to grupa znajomych podróżuje gdzieś autem przez jakieś wygwizdowo, potem napotykają stację benzynową, na której koczują dziwni ludzie, następnie psuje im się samochód, a na końcu napotykają z początku sympatycznego faceta, który potem okazuje się zwyrolem lub kimś powiązanym ze zwyrolami. Niby to horror z 2005 roku i można z tego powodu przymknąć na to oko, ale moja mózgownica przesiąknięta dziesiątkami podobnych produkcji na to nie pozwala, przez co rzecz ta wynudziła mnie niemiłosiernie. Oczywiście, film ma swoje zalety. Jedną z nich jest postać samego Micka Taylora, od którego bije charyzmą + jest parę mocniejszych scen. Ale to tyle w tej schematycznej papce. Czy polecam? Jeśli nie przeszkadza wam schematyczność w horrorach, to można rzucić okiem i samemu ocenić.
Moja ocena tego filmu to 4/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz