28 lat później (2025) - Recenzja
Fabuła: Jeden z ocalałych po epidemii groźnego wirusa opuszcza małą wyspę i udaje się na stały ląd. Wkrótce odkrywa, że zmutowali nie tylko zarażeni, ale także ci, którzy przetrwali.
Opinia: Czekałem, czekałem i w końcu "28 lat później" obejrzałem. A jak się przy tym filmie bawiłem i czy warto obejrzeć? Zaraz na to odpowiem. Lecz najpierw nieco fabuły. No więc mamy tutaj przedstawioną historię 12 letniego chłopca, który pewnego dnia wyrusza ze swoją chorą matką na poszukiwanie lekarza, który mógł by jej pomóc, albo chociaż zdiagnozować, co jej jest. Droga oczywiście usłana różami nie będzie, przyjdzie im się przy tym zmierzyć z krwiożerczymi zarażonymi. I kurczę, brzmi to ciekawie, prawda? Horror, w którym mamy nieco prywatnych wątków, bo tu chora matka, której nie wiadomo co dolega i miesza jej się rzeczywistość , tu ojciec młodego, z którym relacja na przestrzeni filmu bywa różna. No i w mojej opinii produkcja wypada właśnie całkiem dobrze. Nie ma jakiejś większej nudy, bo na ekranie cały czas coś się dzieje. Jest też pewna różnorodność, gdyż bohaterowie konfrontują się nie tylko z tymi standardowymi zombiakami, bo też tam są obleśne zombie grubasy, czy zombie alfa z wielką kutangą zwane też berserkami. Z innych plusów to o matko, jak pięknie ten film prezentuje się wizualnie. Krajobrazy, czy ujęcia podczas trafienia zarażonego strzałą to poprostu coś wyśmienitego. Udźwiekowienie też super, lecz szkoda że zabrakło kultowej dla tego uniwersum muzyczki. Pozdro dla tych, którzy kumają, o jaką mi chodzi. Trochę mniej mi się podobał ten zwrot kierunku, który "28 lat później" obrało. Gdy oglądałem pierwszą połowę filmu, to byłem nastawiony na film o męskiej wyprawie ojca z synem, gdzie to młody uczy się życia poza wyspą, eksplorują, a potem wpadają w tarapaty, z których próbują się wydostać przez resztę filmu, czy coś takiego. I tak, w pierwszej połowie coś takiego właśnie dostajemy, ale potem następuje ta zmiana kierunku z wyprawą chłopca z chorą matką do lekarza, który jest dla mnie neutralny, bo daje on w pewnych momentach nieco emocji, ale z drugiej odnoszę wrażenie, że chłopiec zbyt szybko stał się pewny siebie. Jeszcze chwilę temu dygał przed konfrontacją z biegającymi zombie golasami, przez co nawet nie potrafił w nich trafić z łuku, a potem jak by magicznie dostał boosta do pewności siebie i nie miał ataku paniki nawet podczas spotkania z zombie alfą. No i ostania rzecz, która mi wadzi, to... Mogę ja wiedzieć, co się odwaliło w zakończeniu? Cały film jest utrzymywany w poważnym tonie, a na koniec robią jakąś jajcarską sekwencję zamykającą z typiarzami w kolorowych dresach? Co to wogóle miało być? Oczywiście jest to sekwencja, która prawdopodobnie nam zwiastuje to, co będzie zaprezentowane w przyszłorocznej części cyklu o tytule "28 lat później: Świątynia kości", ale nadal na tle całego filmu wypada ona dziwacznie. Przez cały film mamy klimat postapo tylko po to by na koniec dostać kolorowych ludzików rodem z jakiegoś Power Rangers xD. Ale nie mniej... Ja osobiście mimo wszystko przy filmie bawiłem się dobrze. Nie jest to kinowe arcydzieło, ale nie jest to też tak złe, jak widzowie na Ekino komentują. Polecam zerknąć i samemu ocenić.
Ode mnie film dostaje mocne 6/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz