To: Rozdział 2 (2019) - Recenzja
Fabuła: 27 lat po tragicznych wydarzeniach w Derry dorośli członkowie "Klubu frajerów" powracają do miasteczka, aby ponownie zmierzyć się z zabójczym klaunem.
Opinia: Wczoraj była recenzja pierwszej części "To", więc domknijmy to recenzją także części drugiej. No po 27 latach Pennywhise ponownie budzi się do życia i nawiedza miasteczko Derry, polując na dzieci, a co za tym idzie, dorośli już członkowie klubu wyrzutków muszą sobie przypomnąć złożoną przed 27 laty przysięgę i znów połączyć siły, aby ubić demonicznego klauna. Choć nie wszystko jest takie proste, gdyż u niektórych sporo się w życiu zmieniło, na przykład Ben prowadzi swoją firmę, a swoje pulchne ciało porzucił na rzecz nieco bardziej umięśnionego, a Richie został takim dość typowym stenduperem, który opowiada żarty typu "walę konia. Chyba jestem anonimowym waleniem"... Hehe śmieszne, bo wiecie... Nieważne. Ale jak mówiłem, tylko u niektórych się w życiu sporo pozmieniało, bo taki Eddie jak za młodu miał sporych rozmiarów matkę, tak teraz ma sporych rozmiarów żonę, która nawet go traktuje podobnie, jak traktowała go matka, co uważam akurat za zabawną ironię losu. Imagine mieć żonę podobną do matki 😆. Mniej kolorową sytuację ma za to Beverly, która akurat ma męża podobnego do swojego ojca, który też znęca się nad nią psychicznie. Lecz nie wszyscy przyjeżdżają, gdyż jeden z przyjaciół na wieść o powrocie Pennywhise'a popełnia samobójstwo. No i powraca także Henry, który przeżył i przez te 27 latach siedział w psychiatryku. Sam film natomiast uważam za bardzo dobry. Liczne nawiązania do poprzedniej części oraz easter eggi, jak ten, w którym w jednej scenie pojawia się sam Stephen King. Z innych dobrych scen mamy między innymi sekwencję z Eddiem w aptece, gdzie to ma konfrontację ze swoim starym trędowatym znajomym, czy też mamy doskonałą sekwencję finałową, w której ekipa puszcza wiązankę klaunowi, że aż ten mały się robi xD. Oj jest tych scen trochę, w których idzie się ubawić. Jedynymi wadami tej produkcji jest po 1 jego długość, bo trwa aż 2:49h. Nie raz podczas recenzji podkreślałem, że nie znoszę aż tak długich metraży. Plus chociaż taki, że nie czuć aż tak tych grubo ponad dwóch godzin, gdyż nie ma tam jakichś zbędnych elementów, które nic by nie wnosiły, tylko trzymamy się opowieści i towarzyszących jej smaczków. Drugą wadą, to miejscami CGI wyglądało poprostu tandetnie, ale trudno. Film nadal jest świetny i dostarcza fanu pod każdym kątem.
Moja ocena to 8/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz