Naznaczony (2010) - Recenzja


Fabuła: Po upadku z drabiny chłopiec traci przytomność. Będąc w śpiączce, wchodzi do świata umarłych.

Opinia: Od dzisiaj pragnę dla was zacząć kolejną serię na blogu, a będzie to "Naznaczony", z której do tej pory wyszło 5 części, także zapraszam. No więc zaczynamy sobie od jedynki, którą to wyreżyserował nikt inny jak James Wan, a co za tym idzie, odrazu można się nastawić na kino grozy wysokiej jakości. W filmie poznajemy historię rodziny, w której jeden z synów w tajemniczych okolicznościach zapada w śpiączkę. Gdy lekarze rozkładają ręce, sprawę przejmuje niejaka Elise, która posiada umiejętność podróżowania po astralnym świecie. I jak się okazuje, młody Dalton właśnie tam utknął, a na jego fizyczne ciało czychają nie tylko znajdujące się tam duchy, ale także okrutny demony. Trzeba przyznać, że sam motyw filmu jest całkiem ciekawy, gdyż twórcy zainspirowali się zjawiskiem Out of Body Experience, w którym doświadczająca tego osoba ma wrażenie, że opuściła ciało fizyczne i obserwuje je z zewnątrz. Sam film również został (jak na Jamesa Wana przystało) bardzo fajnie zrealizowany, choć w pierwszej połowie brało mnie lekkie znurzenie, gdyż był to typowy horror o nawiedzeniu, czyli powolne rozkręcanie się oraz okazyjne jumpscary wyskakujące widzowi na twarz. Prawdziwa magia tego filmu za to rozpoczęła, gdy już weszła Elise. Wtedy zaczęła się upiorna jazda bez trzymanki pełna ciarek. Dostajemy wraz z tym takie sekwencje jak ta, w której Elise kontaktuje z astralnym światem, gdzie to rozpoznający ją demon rzuca w nią toną gróźb, jak to jej nie wybebeszy. Wiem, jak to brzmi, ale wygląda ta scena wygląda przeupiornie i czuć, że z tym demoniskiem nie ma żartów. Dalej jeszcze wychodzą nowe fakty, w których między innymi Josh gdy był w wieku Daltona, też podróżował po astralnym świecie, ale jako że z tego powodu ścigał go duch kobiety w czerni, to Elise wymazała mu z pamięci tą umiejętność. No i końcowa scena, która jest chyba jedną z najbardziej upiornych w historii horrorów jest piękną wisienką na torcie.

Moja ocena tego filmu to 7+/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja