American Horror Story: Kult (2017) - Recenzja
Fabuła: Wybory na prezydenta USA w 2016 r. stają się przyczyną przerażających zdarzeń z udziałem sekty, której dowodzi fanatyk polityczny Kai.
Opinia: W dziejszej recenzji zaś jeden z sezonów kultowego (hehe) "American Horror Story". Tym razem jest to sezon 7, który rozpoczyna się dość specyficznie, bo wieczorem wyborczym, podczas którego Donald Trump zostaje ogłoszony, jako nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, na co środowisko demokratyczne reaguje... No w dość podobny sposób, jak po zeszłorocznej wygranej Trumpa. Wogóle ten sezon jest bardzo mocno nasiąknięty polityką, na którego czele dodatkowo stoi skrajnie prawicowy fanatyk polityczny Kai, który startuje w wyborach do rady miasta. No i facet wcale nie zamierza do tego stołka się dopchać w cywilizowany sposób, tylko zamierza w tym celu przelać krew, aby zasiać w obywatelach strach i budować sobie na nim poparcie. Ah prawicowy polityk budujący sobie słupek sondażowy, opierając swoją kampanię wyborczą na strachu i zaszczuciu. Jakiesz to stare i znane. Choć im dalej w las, tym gość robi się coraz bardziej odklejony i zachowuje się jak by połączono Krzysztofa Bosaka z Charlesem Mansonen. Oprócz Kaia mamy jeszcze główną bohaterkę, niejaką Ally, która wraz ze swoją żoną wychowuje swojego syna Ozzy'ego + ma sporą ilość fobii. Boi się zarówno klaunów, dziur, jak i krwi. I fajne jest to, jaką w przeciągu sezonu kobieta przechodzi wewnętrzną metamorfozę z niesfornej, strachliwej myszy w pełną charyzmy, silną kobietę. Sam "AHS: Kult" też prezentuje w mojej opinii bardzo fajnie. Pierwsza połowa lekko mi się ciągnęła, ale wraz z kolejnym odcinkiem robiło się coraz ciekawiej i coraz bardziej mnie serial pochłaniał. No i do tego "Kult" oferuje masę według mnie świetnych plot twistów i to, jakie tam nanipulacje z udziałem Kaia mają miejsce, to głowa mała. Choć sama jego sekta akurat lekko mnie mnie skręcała, bo była to jakaś banda złamasów, którzy bez Kaia nie umieli by się nawet podetrzeć. Z drugiej strony to pokazuje poziom prania mózgu, jakie liderzy sekt robią swoim wyznawcom. Ale Kai nie był jedynym odklejonym sekciarzem, bo dowiadujemy się, że lata temu działała tam inna sekta prowadzona przez nienawidzącą mężczyzn turbofeministkę... Dziwny to był wątek, który wniósł do serialu niewiele, no ale okey. Choć z drugiej strony jak Kai był skrajnie prawicowym odklejeńcem, to ciekawie w sumie było zobaczyć jakąś odklejoną babę z także skrajnie lewicowej strony xD. Podsumowując to ja oceniam siódmy sezon AHSa jak najbardziej pozytywnie, ja sam bawiłem się przy nim doskonale i śmiało mogę polecić tym, którzy go jeszcze nie obejrzeli, jak i tym którzy interesują się polityką.
Moja ocena to 7+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz