Frankenstein (2025) - Recenzja
Fabuła: Genialny, ale egocentryczny naukowiec, Viktor Frankenstein, w wyniku nieudanego eksperymentu ożywia potworne stworzenie...
Opinia: ... nie pierwszy raz zresztą, bo filmów kopiujących oryginał z 1931 roku mamy już na pęczki. Tym razem swoją wersję postanowił nam wypuścić sam Netflix. Ale spokojnie, bo to nie oznacza, że filmidło jest nafaszerowane tym, czym Netflix lubi swoje produkcje nafaszerowywać, tylko wszystko posiada swój (że tak powiem) stan fabryczny i nic nie zostało przerobione dla zaspokojenia środowisk lewicowo-aktywistycznych. Zamiast tego, stworzyli poprostu kolejną, choć nieco inną wersję starego, dobrego Frankensteina, w którym poznajemy historię zarówno z perspektywy Victora, jak i stworzonego przez niego stwora. Victor, jak Victor, odczówa potrzebę zabawienia się w Boga i z idealnie zachowanych, ludzkich części ciała próbuje posklejać, aby ostatecznie stworzyć istotę, która nigdy nie zazna śmierci. I gdy już mu to wychodzi, to po czasie zdaje sobie sprawę, że to był koszmarny błąd i stara się zniszczyć swoje dzieło. O wiele ciekawsza jednak jest historia poprowadzona z perspektywy stwora, który pomimo że wstał z martwych, to rozumie i czuje... Czuje żal, gniew i strach oraz rozumie że jest zaprzeczającym naturze potworem. Film oferuje kilka innych pobocznych wątków, których zdradzał nie będę. A jak się bawiłem podczas tej produkcji? Mimo że trwa dwie i pół godziny, to tego czasu jakoś nie odczułem, bo bawiłem się bardzo fajnie. Nie wlokło się toto, tylko fabuła zgrabnie była prowadzona do przodu. Aktorsko film też został dobrze zagrany, a w obsadzie można znaleźć Mie Goth, która jak zawsze wypada w swojej roli elegancko. Podsumowując to polecam netfixowego Frankensteina, nawet jest się oglądało 128 innych filmów pod tym tytułem, to jest to historia, która nigdy się nie zestarzeje, a ta na dodatek czuć, że została stworzona z pasją.
Moja ocena to 7❤️/10
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz