Powrót do Silent Hill (2026) - Opinia


Fabuła: Tajemniczy list wzywa Jamesa do powrotu do mrocznego Silent Hill, gdzie wśród potworów i koszmarów szuka zarówno ukochanej jak i prawdy o sobie.

Opinia: Dzisiaj nie recenzja, a jedynie moja krótka opinia na temat tegorocznego "Powrotu do Silent Hill". Czemu nie recenzja? Bo aby tak się stało, to musiał bym obejrzeć ten film do końca, a tak się składa, że tego nie zrobiłem i obejrzałem może z około 40 minut. Dlaczego? Bo o japierdziele, sorry, ale poprostu nie dałem rady. Nie dałem rady tego Silent Hillo dwójko podobnego czegoś ukończyć. Dlaczego w takim razie piszę cokolwiek o nim? Bo pomyślałem, że nie mogę tego tak zostawić i poprostu muszę wylać z siebie tą czarę goryczy. Film na podstawie owianej sławą gry "Silent Hill 2"... To brzmi jak coś, co nie może się nie udać, nie może rozczarować i będzie to samograjem, prawda? No nie, bo wystarczy zapodać dupnego scenarzystę, który sprawi, że owy samograj stanie się samozaoraniem i kompromitacją. Miłosne sceny rodem z Kruka sprzed dwóch lat, w których James wyznaje do pożygu miłość swojej ukochanej... Kuźwa facet, powiedz jeszcze i nawet z 20 razy, jak bardzo to jej nie kochasz, zacytuj jej wiersz Mickiewicza oraz zaśpiewaj jej miłosną balladę, a i tak nie będę czuł tej miłości między wami, gdyż to wszystko jest poprostu sztucznie i nijako zagrane. Myślałem, że gdy James już wejdzie do tego miasteczka, to wtedy horror nabierze barw. No nic k**wa bardziej mylnego. I niby pojawiają się potworasy, ale niby one są, a tak naprawdę odnoszę wrażenie, że one są tam dla parady i nic większego one tam nie wnoszą, niż ekspozycja. Choć była scena, która miała potencjał na bycie jedną z tych mocniejszych. Mam na myśli tą pomiędzy Piramidogłowym, a tamtym pajęczakowatym przeciwnikiem. Bowiem w oryginalnej grze przez jeden przerywnik filmowy pojawiła się plotka, że Piramidogłowy robi cimcirimci z innymi potworami. Tutaj twórcy filmu mieli otwartą furtkę, by chociaż jeszcze bardziej te domysły podsycić. Ale nie, bo piramidowaty poprostu tamte ohydne coś zabija. No szkoda. Oczywiście pominę to, że stwory są zrobione w CGI, bo czemu nie, prawda? Z plusów muszę jednak przyznać, że wizualnie film prezentuje się nad wyraz dobrze i dostajemy kilka fajnych ujęć. Ale film nie ma tylko wyglądać, ale także mieć dobrą jakość. Tutaj ta jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, jak wygląda pozostała godzina filmu, ale jestem pewien, że moja ocena 3/10 by się nie zmieniła. Nie dał bym rady wytrwać do końca, a i tak już walczyłem ze swoimi zwieraczami na oczach, żeby nie zasnąć. 

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja