Escape Room (2017) - Recenzja
Fabuła: Grupa znajomych wynajmuje tajemniczy escape room, wokół którego krążą niepokojące opowieści.
Opinia: W dzisiejszej recenzji horrorek a'la "Piła", w którym grupa znajomych zostaje zamknięta w tytułowym Escape Roomie, w którym muszą uporać się z porcją zagadek. Z początku nie zdają sobie sprawy, że wpadli w śmiertelną pułapkę. No więc właśnie porównanie do "Piły" bardzo mocno adekwatne. Tylko pytanie, czy jest to tak dobre, jak wcześniej wspomniana seria? I tak, i nie. Same zagadki znajdujące się w pokojach są dosyć imponujące i wymagają sprytu, ale niestety są też takie, które są poprostu głupie. Weźmy na przykład zagadkę - pułapkę, której rozwiązanie kończy się rozpyleniem się kwasu i w konsekwencji bolesną śmiercią. Dlaczego ktoś wpadł na pomysł, aby karać za prawidłowe rozwiązanie zagadki? Sensu w tym nie ma. Lepsza łamigłówka była już w szybie wentylacyjnym, gdyż w miarę szybkie rozwiązanie jej sprawiało, że się przeżyje i przejdzie dalej, albo ta, w której ktoś musiał włożyć rękę do zwierzęcego trofeum na ścianie, poświęcając ją przy tym, aby druga osoba mogła otworzyć drzwi wyjściowe i się wydostać. Tam, jak i w dalszej części już mocno zaleciało klasyczną Piłą . Postacie w filmie natomiast są kartonami i człowiek w zwyczajnym świecie ma wywalone na to, czy wszyscy zginą, czy przejdą dalej. To samo się tyczy głównego antagonisty, który chyba próbował zagrać Jigsawa, ale absolutnie zerowa charyzma sprawiła, że nie wyszło i wypadł nijako. Podsumowując ten "Escape Room", to czuć, że to trochę "Piła" , z tym że jest ona ciut uboższa. Film na raz bez efektu wow.
Moja ocena to 6-/10
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz