Miłość, śmierć i roboty: Sezon 1 (2019) - Recenzja


Omówienie: Od dzisiaj pragnę rozpocząć dla was luźniejszą serię od Netflixa zatytułowaną "Miłość, śmierć i roboty", która jest serialem animowanym składającym się z krótkich trwających od kilku do kilkunastu minut odcinków, przedstawionych w różnych gatunkach filmowych. Tak więc dzisiaj sezon 1, który w mojej opinii wypadł bardzo fajnie. Mamy między innymi odcinek, w którym naukowcy wynajdują inteligentny jogurt, który między innymi pomaga rozwiązać kryzys gospodarczy na świecie. Brzmi to absurdalnie, ale uwieżcie lub nie, ma on w sobie głęboki przekaz oraz komentuje nieudolność cywilizacji ludzkiej. Innym odcinkiem dającym widzowi sporo do myślenia jest ten zatytułowany "Epoka lodowcowa". W nim małżeństwo odkrywa w swojej lodówce... Miniaturową kopię naszej ludzkiej cywilizacji, na dodatek u której widzimy, że czas leci bardzo szybko, niemalże z prędkością światła i z epoki kamienia łupanego w szybkim tempie widzimy, jak ona jest już na poziomie naszej współczesności. Ale oprócz naszej przeszłości, twórcy starali się w tym odcinku pokazać także wizję naszej przyszłości. Od wybuchu wojny nuklearnej, po ultra futurystykę, aż do momentu, w którym ludzkość, jak i życie we wszechświecie całkowicie zniknie. Ale to nie wszystko, gdyż następnego dnia, gdy nasi bohaterowie znów otworzą lodówkę, to zauważają, że całe życie w niej powstaje od nowa, począwszy od epoki dinozaurów. Czyżby twórcy tego odcinka próbowali przekazać swoją teorię, że gdy życie we wszechświecie całkowicie się zakończy, to po czasie cały cykl tego życia rozpocznie się całkowicie od nowa? Holy shit, szkoda że nie mam aż tyle czasu, bo chętnie wylał bym swoje myśli na temat tego odcinka, bo to daje spore pole do popisu dla pofilozofowania, czy do posnucia teorii. Genialny i chyba najlepszy odcinek tego sezonu. W innych odcinkach mamy między innymi takie rzeczy, jak armię czerwoną toczącą heroiczną bitwę ze stworami rodem z Cichego miejsca, epicką nawalankę dwóch bestii, brutalną potyczkę z udziałem wilkołaków, dziwaka zamieszkującego wysypisko śmieci, alternatywne historie, w których oglądamy różne śmierci Adolfa Hitlera na 6 różnych, czasem absurdalnych sposobów i niosące się za tym konsekwencje, czy całkiem ciekawy odcinek opowiadający historię kobiety, która stała się świadkiem morderstwa. Te, jak i wiele innych opowiastek skąpane są w nagości, wulgarnym języku, jak i wysokiej brutalności oraz w odrobinie prawdy na temat otaczającego nas świata. Serial ten to prawdziwa perełka dla wielbicieli różnorodności, poczynając od tematyki, gatunków, po szaty graficzne kończąc, bo jedne są całe w efektach komputerowych, drugie rysunkowe, a inne pacynkowe. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Wadzić może jedynie nierówny poziom tych odcinków, bo są takie, które są kinem absolutnym, ale są też takie, o których zapominasz już na następny dzień. Ale tak czy inaczej polecam wam "Miłość, śmierć i roboty". Serial poprostu jest poprostu mega. 

Moja ocena to 8/10.

Karol D. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja