Miłość, śmierć i roboty: Sezon 3 (2022) - Recenzja
Omówienie: Lecimy z kolejnym sezonem tegoż serialu, a przede nami jeszcze jeden. Tym razem mamy odcinki z takimi historyjkami, jak kontynuację odcinka z trzema robotami, które poraz kolejny wyplówają garść faktów na temat ludzkości, członka załogi statku, który zawiera układ z ogromnym krabem. Sam filmik jest przegenialny swoją drogą i i jeśli miał bym polecić trzeci sezon, to dla tego 22 minutowego shorcika. W innym odcinku mamy wywołaną przez dwójkę baraszkujących na cmentarzu świntuchów apokalipsę zombie, która jest ukazana z miniaturowej perspektywy i jest to poprostu coś pięknego, co się tam odwala. Z innych rzeczy mamy starego farmera użerającego się z plagą szczurów, która nauczyła się bronić za pomocą taktyk wojskowych, przez co ten wypowiada im wojnę i zakupuje robotycznego pogromcę szczurów. Jak się ta opowieść kończy? Cóż, całkiem sympatycznie 😅. Mamy także grupę partyzantów, która staje do konfrontacji z mechanicznym niedźwiedziem grizzly i jest to odcinek obfity między innymi w soczysty język, jak i też w innym filmiku mamy grupę żołnierzy, która wkracza do jaskini zamieszkałej przez mięsożerne robale. Ale jak się okazuje, robactwo jest najmniejszym problemem, z jakim przychodzi się zmierzyć bohaterom, gdyż na samym końcu znajduje się uwięzione, starożytne bóstwo. Bardzo dobrze znane w popkulturze starożytne bóstwo. Ciary, jak cholera, nie powiem. Sezon natomiast zostaje zwieńczony... Perełką. Piękną wizualnie, jak i pięknie udźwiękowioną, pełną psychodeli perełką. Sezon 3 tak więc uważam za bardzo fajny. Dostarcza to, co i dostarczać powinien, czyli czystą rozrywkę, czy też miejscami czarny humor, jak w odcinku z zombiakami, czy uczucie takiego "co tu się odpier****". Uwielbiam ten serial 👌.
Moja ocena 3 sezonu to 7+/10.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz