Gabinet osobliwości Guillermo Del Toro: Skrytka 36 (2022) - Omówienie spoilerowe


Omówienie: Postanowiłem rozpocząć netfixowy serial, w którym to Guillermo Del Toro przedstawia nam równe opowieści ze swojego gabinetu osobliwości. Omówienia kolejnych odcinków powinny pojawiać się co jakiś czas. Dzisiaj jednak przyjrzymy się odcinkowi zatytułowanemu "Skrytka 36", którym mamy pewnego zadłużonego gościa, który wylicytowuje tytułową skrytkę. Zamierza on przeczesać ją w poszukiwaniu cennych przedmiotów na potrzebę spłaty swojego długu. Jedyne ciekawsze przedmioty, jakie tam znajduje, to jakiś stary świeczniki oraz antyczny stół, z którymi udaje się do handlarki, u której mógł by to spieniężyć. Kobieta z kolei informuje Nicka, że nie jest to zwyczajny stolik, gdyż był on używany do rytuałów, a w środku stolika odkrywa trzy stare księgi, które wydają się być o charakterze okultystycznym, plus sam stolik ma wyryty na blacie pentagram, więc można powoli się domyślać, do czego znalezione w skrytce przedmioty mogły być używane. Następnie babka kontaktuje się ze swoim znajomym, który jest znawcą tych tematów. Oczarowany znaleziskiem facet informuje Nicka, jest jeszcze czwarta taka księga, która jest najrzadsza i najcenniejsza ze wszystkich i że jeśli uda mu się ją znaleźć, to zaoferuje mu czek w wysokości 300.000$. No pieniądz nie mały. Pozwoli on spłacić długi z nawiązką i się urządzić na kilka miesięcy. Więc obaj panowie niezwłocznie jadą do skrytki w celu odnalezienia czwartej księgi. Po jakimś czasie poszukiwań jeden z nich odkrywa pustą ścianę, a za nią z kolei znajduje się mrocznie wyglądający korytarz, który prowadzi ich do pomieszczenia, w którym znajduje się nie tylko czwarta księga, ale także nieludzka istota, która jej szczerze. Co robi z tym Nick? Ma to w dupie i wbrew zaleceniom Rolanda idzie on po nią, budząc przy okazji ową istotę, która konsumuje ich na obiad. Podsumowując, to odcinek jest całkiem udany. Trzyma w napięciu od początku do końca, a do tego ma dość satysfakcjonującą kulminację, gdyż Nick to był zwyczajny, pazerny palant. Jeszcze fajnie odegrała się na nim babka, u której wcześniej podpadł. Choć poraziła mnie ta lekkomyślność Nicka, który gdzieś miał, co mówił do niego Roland. Mówią, że głupota nie boli, ale tego gościa w tym wypadku nie tylko zabolała, ale także zeżarła na obiad. 

Moja ocena to 6+/10

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi (2025) - Recenzja