One Man and His Pig (1974) - Recenzja


Fabuła: Ten czarno-biały, niemy film, przedstawia historię szalonego farmera zamieszkującego samotnie na odludnej farmie. Jesteśmy świadkami jego ostatnich dni, podczas których mężczyzna zajmuje się farmą, zwierzętami, a także kopuluje ze swą ukochaną maciorą. Gdy ta nieoczekiwanie rodzi prosięta, zazdrosny mężczyzna zabiera je od matki. Próbuje je karmić i być dla nich ojcem, te jednak nie pałają do niego sympatią. Rozżalony farmer morduje prosięta, co z kolei powoduje śmierć zrozpaczonej maciory. Gdy jego ukochana umiera, mężczyzna popada w jeszcze większy obłęd...

Opinia: Tak, niestety dobrze przeczytaliście opis fabuły... Dzisiaj w recenzji jedno z tych dzieł, które aż musiałem obejrzeć w szybkości 2.0, nie tylko dlatego że to było koszmarnie nudne, ale też żeby mieć to jak najszybciej za sobą. No więc w filmie mamy porąbanego farmera, na którego lata samotności niezbyt dobrze podziałały, przez co widzimy go, jak między innymi zabawia się ze swoją świnią... Oprócz tego, oglądamy, jak poddaje się innym swoim codziennym "rytuałom". Dalej chyba nie muszę przedstawiać, co tam się odwala, bo już opis fabuły wystarczająco dużo zdradza. Jak natomiast prezentuje się sama produkcja? Oprócz tego, że niezwykle nieapetycznie, to poprostu w zwyczajnym świecie zarąbiście nudno. Mogło by to zostać przedstawione w max 20 minutowej krótkometrażówce i by wystarczyło, aby przekazać, to co do przekazania mają, ale ktoś postanowił, że to coś będzie trwało niecałą godzinę dwadzieścia, bo czemu nie. Gdy to oglądałem, to miałem między innymi skojarzenia z pierwszym odcinkiem Czarnego lustra, gdyż tam też mieliśmy faceta dmuchającego świnię, z tą różnicą, że tam gościu został do tego zmuszony + odcinek skrywa w sobie pewną głębię o motywie politycznym, a tu mamy poprostu chorego psychicznie odludka, któremu (delikatnie mówiąc) odbiło od tej samotności. Na dodatek 3 akt skojarzył mi się z "Salo, czyli 120 dni sodomy", gdyż koleś tak bardzo się pogrążył w swoim obłędzie, że zaczął zżerać własne fekalia. Całość jednak jest nieoglądalna i pozbawiona jakichkolwiek wartości, tylko poprostu wzbudza obrzydzenie i przede wszystkim nudzi, gdyż sporo scen, które tam widzimy są kopiuj - wklej, czyli facet tenteges świnię, je obiad, układa słoiki i robi dwójkę, powtórz. No i między tym dostajemy raz czy dwa kadr na grzmocące się kurczaki. I tyle. Odradzam marnowanie sobie czasu na to.

Moja ocena to 1/10. Gdyby nie to, że jednak jest tam ukazany ten motyw samotności, to dał bym 0/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi (2025) - Recenzja