Martwi przed świtem (2025) - Recenzja


Fabuła: Tajemniczy pisarz zaprasza grupę młodych aktorów do pracy nad adaptacją swojego scenariusza. Jednak próby w odciętej od świata posiadłości szybko zamieniają się w koszmar – uczestnicy zaczynają ginąć jeden po drugim, a granica między fikcją a rzeczywistością staje się coraz bardziej nieuchwytna. Pozostaje tylko jedno pytanie: kto – lub co – stoi za morderstwami?

Opinia: W dzisiejszej recenzji kilka słów o jednym z nowszych polskich horrorów, który jest uważany za najkrwawszy, jaki dotychczas u nas powstał. No... Jeśli ten tryskający soczek z buraków z przeciwnej szyji, czy z odciętej ręki nazywamy krwią, to tak, film jest faktycznie niezwykle krwawy, jak na polskie standardy kina grozy. No a sama produkcja może i posiada gostka w groteskowej masce, który co chwilę kogoś sieka, posiada imponujące choreografie taneczne, jak i posiada dziwacznego typa, który co pół minuty bierze bucha z e-papierosa, a całość jest utrzymana w dość kameralnym tonie, gdyż niemalże cały film odbywa się na terenie posiadłości. Co z tego, jak 3/4 tego jest poprostu nudne, nie zbyt angażujące i jest to poprostu zwyczajny slasher, jakich wiele na rynku, z tym że ma zaledwie 2-3 sceny, które wyróżniają się na tle reszty. Ale... Napisałem 3/4 filmu, nie cały film. Pozostała 1/4, czyli sekwencja finałowa zatytułowana "Wśród nocnej ciszy", to coś, dla czego warto się przeczołgać przez pierwsze 3/4 "Martwych przed świtem", gdyż pojebane rzeczy się tam dzieją. I czemu cały horror nie jest taką chorą jazdą? No ale trudno. Czy polecam? Jednorazowo rzucić okiem z ciekawości jak najbardziej. 

Moja ocena to 4/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja