Sweet Home: Sezon 1 (2020) - Recenzja


Fabuła: Gdy ludzie zmieniają się w krwiożercze potwory, a światem zaczyna rządzić terror, grupa ocalałych walczy o życie i zachowanie człowieczeństwa.

Opinia: W dzisiejszej recenzji kolejny netflixowy serial, który ciekawił mnie od jakiegoś czasu i w końcu go sobie nadrobiłem. A mamy w nim jakiegoś tajemniczego wirusa, który zmienia ludzi tym razem nie w zombie, a w jakieś powyginane maszkary, a akcja przez większość pierwszego sezonu rozgrywa się w jednym budynku. Trochę z All of Us Are Dead może się konwencja skojarzyć, bo tam też większa część pierwszego sezonu rozgrywała się jednym budynku z grasującymi w nim stworami, z tym że tam były zombie, a tu mamy różnorakie kreatury. A na dodatek samym wirusem można zarazić się dość randomowo, a objawem tego jest obfity krwotok z nosa. Jeszcze jednym podobieństwem ze wspomnianym wcześniej All of Us Are Dead jest to, że są pojedyncze przypadki, gdzie zarażony wirusem człowiek zmienia się w potwora, zachowując przy tym swój rozum. A jak się owy serial prezentuje? No muszę przyznać, że dupy mi nie urwał. Początek zapowiadał się obiecująco, ale im dalej w las, tym bardziej nijako mi się to oglądało. Bohaterowie, mimo że czymś tam się wyróżniają jeden od drugiego, bo jeden jest odludkiem, który ma dramatyczną przeszłość i myśli o skończeniu ze sobą, inny bohater macha kataną, a inna zaś postać jest lekko bezczelną, młodą gimnastyczką, to mimo to według mnie prezentują się nijako i nie było czuć tej więzi z którąkolwiek z nich, która by sprawiła, że jakoś bardziej by mnie obchodzili. Nieco ciekawsze już były kreatury, bo mieliśmy stwora z upitoloną na pół głową, u którego jedyny sprawny wyśledzić ofiarę zmysł, jaki pozostał, to jedno działające ucho. Innym stwór zamiast głowy miał wielką, rozciągającą się gałkę oczną, zamiast głowy, a inny był parometrową kupą mięśni. Niby fajnie, gdyby nie to, że spora część stworów, jak i innych antagonistów była rozwalana przez bohaterów w kilka minut. Kilkumetrowy, mięsisty mutant? Został rozwalony parę minut. Grupa najemników z bezwzględnym kolesiem na fzele, która wydawała się, że więcej w serialu namiesza? Została pokonana jeszcze w tym samym odcinku, w którym się pojawiła. Na dodatek środek sezonu jest zwyczajnie nudny i przez większość czasu są prowadzone miałkie dialogi między postaciami. Ale było też i parę dobrych momentów, jak na przykład bucowaty właściciel sklepiku, który skończył tak, jak sobie na to zasłużył. A tak całościowo czuję się serialem lekko zawiedziony. Czy będą recenzje kolejnych sezonów? Możliwe. Bo jednak w jakiś sposób ciekawi mnie ciąg dalszy tej historii.

Moja ocena pierwszego sezonu to 6/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja