Resident Evil (2026) - recenzja


Fabuła: Awaria laboratorium Umbrelli powoduje niekontrolowane uwolnienie wirusa. Mieszkańcy Raccoon przemieniają się w bezlitosne, krwiożercze istoty. Bryan, przypadkowy świadek katastrofy, zostaje uwięziony pośród chaosu miasta.

Opinia: Najnowszy Resident Evil od Zacha Creggera również jest już za mną i o matko, cóż nam wyszło za świetne filmidło. Widać, że reżyser jest fanem tejże legendarnej już serii od Capcomu, dzięki czemu czuć, że podszedł on do tematu z pasją i stworzył nam najprawdopodobniej najlepszego filmową adaptację Resident Evil ever. Głównym bohaterem w tym filmie jest niejaki kurier imieniem Bryan, który według mnie został dobrze wybrany do roli protagonisty. Czemu? Bo bohaterowie w tym universum są znani głównie z kozaczenia i zjadania wszelakich monstrów na śniadanie, jak wielkie i paskudne by one nie były, a tymczasem Zach przedstawia nam kogoś odbiegającego od tej normy, czyli gostka, który jest ofermą, nie potrafi za dobrze posługiwać się bronią i jest lekką pipą. To oczywiście przyprawia film o dawkę komediowych wstawek, co z początku myślałem, że będzie wadą, bo Resident Evil to w końcu poważna marka, ale w tym wypadku to zadziałało i gdzie miało być zabawnie, tam i zabawnie było. A jak prezentuje się świat i klimat filmu? A tak, że chyba lepiej być nie mogło, bo dostaliśmy solidny ukłon w stronę gier, jak i gęsty wylewający się klimat rodem z klasycznych Residentów oraz całą masę mocnych, brutalnych scen, jak przykładowo tą z zombie grubasem w kanałach, czy z dziewczynką w kamperze, nie wspominając już o doskonałej sekwencji finałowej. Oprócz klimatu, to nie zabrakło też easter eggów nawiązujących do klasycznych odsłon Residenta. Ja jestem tym filmem poprostu zachwycony i już teraz mogę potwierdzić, że znajdzie się on na ten moment w top 3 najlepszych horrorów tego roku. Choć do końca roku jeszcze z ponad 3 miesiące, więc kto wie, może jeszcze wyjdzie do tej pory coś, ocenię na co najmniej 8/10. Werwolfa od Eggersa nie liczę, bo już prawdopodobnie nie zdąży się na topkę roku załapać, którą wydam w okolicach świąt. Chyba żebym wydał ją później. No ale dobra, podsumowując to najnowszy Resident Evil od Zacha Creggera to jest coś bez wątpienia zjadającego starsze ekranizacje Resident Evil bez popijania. Zajebisty film, koniecznie do nadrobienia dla tych, co jeszcze nie oglądali.

Moja ocena to 8❤️/10.

Karol D.

Komentarze

  1. Świetna recenzja Karol 👏💪 Film sztos 🔥 pozdrawiam.
    Mr. Nobody

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Martwe zło: Ogień (2026) - recenzja

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja