Creepshow III (2006) - Recenzja
Fabuła: Trzecia część "Creepshow" składa się z 5 opowiastek. Tym razem wszystkie historyjki są ze sobą w jakiś sposób powiązane.
Opinia: Dawno nie było nic o Creepshow, a jak by nie patrzeć, to w 2006 roku wyszła też i trzecia część upiornych historyjek, która w mojej opinii jest totalną kupą, gniotem i paździerzem. Choć w tej beczce gówna jednak jest pewna zaleta, a mianowicie historyjki te są właśnie ze sobą pewnymi elementami powiązane, co akurat jest jedną z rzeczy, jeśli nie jedyną rzeczą, które wyszły dobrze. No dobra, jako że mam w zwyczaju krótko omawiać, co dane opowiastki w tego typu produkcjach prezentują, to i tutaj będę kontynuował tradycję. No więc pierwsza z nich opowiada o kobiecie, która za sprawą przełączenia kanału w telewizorze przełącza jej się rzeczywistość i raz swoim domu zastaje czarnoskórą rodzinę, raz rodzinę Hiszpanów, a na dodatek jej ciało się zaczyna deformować, przez co wieżdżają elementy body horroru. Nie brzmi to jakoś najgorzej, ale o matko, wykonanie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza pod względem akorskim. A historyjka kończy się tak, że pewien profesor, który możliwe, że jest wynalazcą tego pilota, to bierze go i zamienia Alice w królika. Z jednej strony spoko, bo aż przypomina się komedia z Adamem Sandlerem "Klik i robisz co chcesz". Podobny motyw. Ale niestety zajeżdża tanią, pseudokomediową szmirą. Druga historyka, to o jeny... Jest nudna i strasznie przeciągnieta... Opowiada ona o typiarzu, do którego z radia zaczyna przemawiać jakiś kobiecy głos i namawia go do robienia różnych rzeczy, jak na przykład zamordowanie kogoś itp. Złe to, nudne i tandetne, ale plusik taki, że kończy się chociaż ciekawym twistem. Wow. Lecimy dalej. A dalej mamy pewnego, młodego gostka, który zaprasza do siebie prostytutkę. Nie wie jednak, że panienka lekkich obyczajów w rzeczywistości jest seryjną morderczynią, która zażyna sobie, kogo popadnie. No tylko w tym przypadku trafiła kosa na kamień, bo zaś babka nie zdaje sobie sprawy, że chłopak do którego przyszła, też nie jest kimś zwyczajnym, bo jest... Nie wiem... Wampirem, czy inną strzygą? Strasznie kiczowaty efekt rodem ze snapchata imitujący jakiś straszny ryjec. A kończy się to w sposób taki, że gość zagryza swoją zabójczynie i na tym się kończy. Historyjka numer cztery. Pod kątem czarnej komedii jest ona chyba najlepsza? Dwóch studentów wparowuje do domu jednej kobiety, po czym ją zaszlachtowują oraz ćwiartują, po czym bawią jej zwłokami. Zwyrole. Ale potem odkrywają, że ta kobieta to narzeczona ich profesora ze studiów (i tego samego profesora, który w pierwszej historyjce zamienił Alice w królika. Tego typu łączących się ze sobą elementów jest znacznie więcej). Oo czym biorą poćwiartowanego trupa tamtej babki i kawałki po kawałku chowają po kątach jej domu. No dobra, to im się udało xD. Było to nadal głupie jak but, ale jakoś się tam bawiłem przy niej. Ale to tyle, jeśli chodzi o dobrą zabawę, bo piąta historyjka też jest nudna i przeciągnięta, podobnie jak druga. Opowiada ona o bucowatym lekarzu, przez którego ginie bezdomny. Duch tego bezdomnego go nawiedza, aż doktorek bucuś w końcu dostaje ataku serca i ginie. Wow. Można było to domknąć w 15 minut. Choć scena, w której duszek wsadza sobie rękę w bebechy i wyjmuje z nich hot doga była zabawna. Skojarzyła mi się ona Wideodromem Cronenberga. Możliwe, że celowe nawiązanie. I fajnie. No i potem jeszcze dostajemy podsumowujący film epilog, w którym widzimy między innymi tamtego profesora ze swoją poskładaną do kupy narzeczoną (nie pytajcie) oraz widzimy budkę z hot dogami, zza które wygląda creepeusz. I koniec. Podsumowując to Creepshow III jest poprostu (jak wspomniałem na początku) kupskiem. Mimo kilku fajniejszych momentów, jak wspólne elementy, czy czysto czarnokomediowa czwarta historia, to uważam, że trójka nie umywa się do takiej jedynki, czy nawet do serialu z 2019 roku. No poprostu no nie. Nie polecam, strata czasu.
Moja ocena to 3+/10. Chcę zapomnąć o tym kasztanie.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz