Masakra pod namiotem (2025) - Recenzja
Fabuła: Przelatująca obok Ziemi kometa zmienia podstarzałego marynarza w żądnego krwi mutanta.
Opinia: Powracamy sobie z horrorami inspirowanymi postaciami z kreskówek, czyli mojego ostatnio ulubionego typu filmów grozy. Dzisiaj na tapetę wlatuje "Shiver Me Timbers", czy jak to zostało dziwnie przetłumaczone na Polski "Masakra pod namiotem". No spoko, idąc tym tokiem, to można nazwać tak każdy horror, w którym ktoś zostaje zamordowany pod namiotem xD. Film opowiada historię grupki biwakujących ludzi (nowe, nie znałem), którym przychodzi się niebawem zmierzyć ze zmutowanym marynarzem. Wszystko fajnie, tylko jak się to cudo prezentuje? No cóż... Podczas pisania recenzji z "Popeye: The Slayer Mana" określiłem tamten film je**nym gównem. Wiecie co? Cofam to, bo po obejrzeniu "Shiver Me Timbers" zacząłem minimalnie doceniać tamten film, gdyż te tutaj pie******e ścierwo jest jeszcze większym shitem, jeszcze większym pierdem mamuta niż tamten Popeye. Tutaj wszystko od stóp do głów jest kupskiem, każdy element. Już gra aktorska i dialogi, które w tym wyrobie filmopodobnym szorują po dnie, są chyba najlepszą rzeczą. A mamy jeszcze efekty CGI, które wyglądają jak jakieś najbardziej tandetne filtry z tik toka. Chociaż nie, bo już nawet gifty z tik toka, które dostają streanerzy mają już lepsze efekty, niż CGI w tym horrorze. Ot na przykład efekty komputerowe spadających meteorytów... Przecież to jest jakiś wklejony gif z YouTuba. Kolejnym koszmarem są sceny mordu... O japierdykam... Już chyba nawet "Piglet" miał lepiej wyglądające sceny śmierci, bo mimo, że wyglądały, jak pół dupy zza krzaka, to tam jeszcze typunio jakoś tam w miare machał siekierą, albo prosiaczek walił czyjąś głową w żelazny pal. A tutaj? Matko bosko, powiedzieć że to jest niedorobione, to jak stwierdzić fakt, że gówno jest wyjątkowo niesmaczne. No dobra, skoro wszystko jest tutaj aż tak gówniane, to może chociaż główny antagonista będzie dobrze wyglądał, prawda? Prawda?! Nie! Nic bardziej mylnego. Ponieważ zmutowany marynarz wygląda też okropnie źle. Okey, ma tą swoją wielką, Popeye'ową sylwetkę, ale jego gęba to ponownie jakiś zlepek słabych efektów komputerowych, jak by nie było ich stać na jakąś gumową maskę z AliExpress. Kolejną spartoloną po całości rzeczą jest gore, gdzie to odcięta lub co lepiej zmiażdżona głowa jest jeszcze w stanie mrugać i przewracać oczami. Jeśli to miało tak być, to po co? A jeśli nie, to dlaczego reżyser nie wyciągnął od tych aktorów, że jeśli jakiś bohater jest uśmiercony, to ma wyglądać legitnie na martwego, a nie mruga i przewraca oczami, mając zmiażdżoną głowę. Ehh. No i wisienką na tym torcie z fekaliów jest sekwencja finałowa, która jest największym wysrywem tej produkcji i w sumie jednocześnie idealnym jej podsumowaniem. Jeśli natomiast miał bym wymienić zalety, to jest ona aż jedna. I jest to moment przemiany starego marynarza w mutanta, który nawet tam jakoś zabawnie wygląda. Ale tak "Shiver Me Timbers" jest czymś, o czym chcę jak najszybciej zapomnąć. Wam natomiast odradzam to włączać. Chyba że jesteście masochistami, jak ja.
Moja ocena to 1/10. Nie zasługuje to coś ani na gwiazdkę wyżej.
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz