Mary Had a Little Lamb (2023) - Recenzja


Fabuła: Akcja skupia się na zespole podcasterów specjalizujących się w true crime, którzy stoją na krawędzi utraty pracy. W desperackiej próbie ocalenia swojego programu decydują się na dochodzenie w sprawie serii zaginięć osób w odległym, opuszczonym obszarze na odludziu.

Opinia: Ehh miałem skończyć na ten miesiąc z horrorami na podstawie bajek... No nic, walić to, maraton horrorów inspirowanych dzieciństwem zostaje przedłużony o dodatkową produkcję. Już ostatnią, obiecuję 🤞. Khem... To więc na dzisiaj małe omówienie "Mary Had a Little Lamb", czyli horroru inspirowanego tym razem nie myszką Mickey, ani innym Popeyem, lecz tytułową dziecięcą rymowanką. Tak więc baranek nie jest w tym filmie słodkim stworzonkiem kroczącym za Mary, a wyrachowanym zwyrolem, który pozbawia ludzi życia, wydając przy tym dźwięki, niczym żużlujący pijany stary. No i jest też tytułowa Mary, która jak można się domyślać, też jest maciupke walnięta na dekiel. Chyba nie muszę mówić, że jest to kolejna produkcja, która zajeżdża taniochą i tandetą na kilometr, bo to jest jasne. Ale jak by tego było mało, to film jest poprostu nudny i nie angażujący i oglądając go odpływałem myślami gdzie indziej. Nie dość że to coś rozkręca się przez 40 minut, to gdy już wchodzi akcja, to jest ona taka miałka, że człowiek oglądając to myśli sobie "co ja robię ze swoim życiem". Dobra, dość tego. Wystawiam ocenę i zwijam ten interes na dzisiaj.

A ta ocena to 2/10. Mimo wszystko film stoi szczebel wyżej od takiej "Masakry w namiocie" czy "Mouse of Horrors", bo to były gorsze pasztety.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja