Mouseboat Massacre (2025) - Recenzja
Fabuła: Historia opowiada o młodej kobiecie zmagającej się z uzależnieniem od narkotyków, która nagle dostrzega zmutowaną hybrydę myszy i człowieka, która zatruwa jej życie. Ludzie wokół niej zaczynają padać ofiarą ataków.
Opinia: A więc jednak postanowiłem pójść w mały maraton horrorów tego typu. Po wczorajszym "Shiver Me Timbers" kupsztalowa poprzeczka została zawieszona dość wysoko i sztuką będzie nakręcić jeszcze gorszy horror od tamtego. Ale dość tego, przechodzimy do masakracyjnej myszki, w której to mamy tym razem przeklętą taśmę video, którą jeśli się obejrzy, to żądna krwi myszka Mickey cię znajdzie i dojedzie. No i taśma ta wpada w ręce naszej głównej bohaterce Mimi, która przyjechała z rodziną oraz terapeutką do odizolowanej od cywilizacji chatki, aby przejść terapię odwykową, gdyż jest uzależniona od dragów. Mimo, że jest to film, który nadal zajeżdża budżetem złożonym z worka ziemniaków, to śmiało mogę powiedzieć, że jest to szczebel wyżej, niż to, co zrecenzowałem wam wczoraj. Tutaj główny antagonista, mimo że przypomina zwyczajną postać odzianą w maskę z AliExpress, to nadal lepiej wygląda, niż tamta zlepiona z efektów komputerowych facjata z "Shiver Me Timbers". Morderstwa, jak i efekty krwi nadal są strasznie kiczowate, ale jest to w miarę zjadliwe i jakoś najkoszmarniej nie wyglądają. Ot nawalanie nożem w korpus, czy jeżdżenie tarką do warzyw po głowie. Choć sekwencja końcowa to jest jedna wielka beka, w której to główna bohaterka pokonuje myszkę rzeźniczkę za pomocą... Papierosa xD. Rzuca w nim rozpalonym papierosem, przez co ten pali się jak dziki. O matko. Można rzec, że tą akcją zgasiła go jak peta, gdyby nie to że gość płonął hue hue. I oto jest cała "Mysiopysiowa Masakra". Nadal kicz, taniocha i kupa, ale dla jaj można rzucić okiem. Ja dostałem to, na co się nastawiałem i bawiłem się całkiem spoko.
Moja ocena tego "dzieła" to 2+/10. A przede mną jeszcze "Mouse of Horrors"... Ehh, i po co mi to?
Karol D.
Komentarze
Prześlij komentarz