Uciekaj! (2017) - Recenzja


Fabuła: Czarnoskóry mężczyzna udaje się ze swoją białą partnerką do posiadłości jej rodziców. Panująca tam atmosfera wprawia go w niepokój.

Opinia: Były horrory od Ariego Astera, to teraz czas się wziąć za filmy innego genialnego reżysera, Jordana Peela. Jeden z nich "To my" jest już omówiony, więc czas teraz na pozostałe. Innym jest "Uciekaj!" z 2017 roku, który był jego debiutem reżyserskim. Opowiada on o niejakim Chrisie, który wraz z partnerką udają się do jej rodziców. Z początku atmosfera jest całkiem miła, a teściowie wydają się być przyjaźnie nastawieni, choć jego uwagę przykówa to, że obsługa składa się z ciemnoskórych ludzi, co zajeżdża stereotypem, że czarni są niewolnikami białych. Niebawem jednak atmosfera zaczyna robić się niepokojąca i mimo, że wszyscy do okoła są mili, to czuć jednak, że są oni jacyś dziwni. I tak do pewnej sceny z filiżanką, za której pomocą matka dziewczyny hipnotyzuje Chrisa. To jest scena, którą jak za pierwszym razem zobaczyłem, to nie lada wgniotła mnie w fotel. Stwierdzenie nawet dość adekwatne. A tego, co się działo dalej, zdradzał nie będę, bo warto samemu zobaczyć. Film uważam za poprostu dobry i bardzo fajnie zrealizowany, jak i zagrany. Ale niestety jest tam jeden facio, który niby dodał komediowego akcentu, ale jak tak widziałem z tym gościem niektóre sceny, to o matko... Jakim on się debilizmem wykazywał to głowa mała. Aż przytoczę jedną. Typ gada przez telefon z jedną postacią i wyczówa od niej kłamstwo, po czym chce ją nagrać. Okey, ale czy on to robi z jakąkolwiek dyskretnością? Nie, bo będąc cały czas z nią połączony gada sam do siebie, że ona łże jak pies i że ją nagra... No napewno ona tam nie słyszała po drugiej stronie telefonu tego, co on tam mówi, co nie poskutkowało tym, że zaczęła kręcić inną bajerę xD. O ludzie. No nic, łyżka dziegciu w beczce miodu być musiała. No dobra, panie Peele, to był debiut reżyserski, więc wybaczamy, zwłaszcza że kolejne produkcje nakręciłeś pan dobre 👌. Poza tym w trzeciej części filmu dostajemy na twarz naprawdę dobry twist, którego nie sposób się spodziewać. Peele pokazał tu swój nielada geniusz. Mogę śmiało powiedzieć, że dobrze się przy "Get Out" bawiłem i mimo kilku mankamentów pozostaje on dobrze przeze mnie zapamiętany.

Moja ocena to 7-/10.

Karol D. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja