Kapitan Hook: Klątwa mórz (2025) - Recenzja


Fabuła: Po druzgocącej klęsce zadanej przez swojego odwiecznego wroga, admirała Smee, niesławny kapitan James Hook ukrywa się w nadmorskim miasteczku Eldritch Landing. Tam zawiera nieoczekiwany sojusz z miejscowym kowalem, Silasem Blackweatherem, który pragnie pomścić zamordowaną siostrę. Uciekając przed Żołnierzami Czerwonych Płaszczy przez gęste lasy, przyjaciele muszą stoczyć wiele pojedynków, stawić czoło starożytnym klątwom i własnym sprzecznym motywacjom. Wspólnie ruszają w nieznane, by stanąć do ostatecznej konfrontacji z podstępnym admirałem Smee. Wyprawa ta na nowo zdefiniuje legendę kapitana Hooka.

Opinia: W dzisiejszej recenzji powrót do pasztetów, gdyż mam dla was film o znanym z uniwersum Piotrusia Pana, kapitanie Hooku, którego prześladuje bezwzględny admirał Smee. Typ wybił jego załogę oraz pozbawił go ręki, ale mimo to pewnego dnia naszemu bohaterowi udaje się wyrwać z niewoli. A to co się dzieje dalej, to całkiem sprawnie streszcza wam powyższy opis fabuły, czy sojusz z nowopoznanym Silasem, który daje mu zjeść i nabrać sił oraz dodatkowo wyposaża jego kikuta w hak, by było adekwatnie do nazwiska. Jak się film natomiast prezentuje? Cóż, jak wspomniałem na początku, mamy do czynienia z Piratami z Karaibów z AliExpress, którego budżet wynosi pół litrową flaszkę żubrówki. I na dodatek produkcja oznaczona jest jako horror, kiedy tego horroru jest może tyci, bo bardziej jest to przygodowy film z elementami fantasy. Bo nikt mi nie wmówi, że tamta dziwaczna maszkara wyglądająca jak hybryda ksenomorfa z Gollumem jest jakkolwiek straszna. Ale za to muszę przyznać jedno. Mimo budżetu i wynikających z niego niedoskonałości, rozjeżdżającego się, kiczowatego CGI, to jako film przygodowy oglądało mi się to nie najgorzej. Daleko temu do ideału, ale jeśli podejdzie się do tego "dzieła" z dystansem i nie będzie się oczekiwało cudów, to "Kapitan Hook" nawet wchodzi. Sekwencja finałowa to coś pięknego, w której nasz protagonista strzela admirałowi z armaty w łeb xD. Takiego head shota się nie spodziewałem. Śmiesznie wygląda potem ten jego przestrzelony kulą armatnią sagan 😅. No to im się udało. Podobnie jak potyczka Hooka z wielkim, klocowatym gościem. Człowiek się nastawił na mocną bitkę, a ten mu tylko przeciągnął hakiem bo bebechu i po nim było. No są w tym filmie pojedyńcze momenty, które potrafią rozbroić. Mogę polecić film obejrzeć na raz, jeśli nic lepszego do oglądania w tym czasie nie ma.

Moja ocena to 3+/10.

Karol D.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja